Mama Szkic

Poród na Inflanckiej. Jak wygląda sala, co ze sobą zabrać, moje doświadczenia

szpital warszawa porod opinie

Zdecydowaliśmy się na poród na Inflanckiej (Szpital Specjalistyczny im. Krysi Niżyńskiej „Zakurzonej”). Tu też spędziłam 12 dni zwiedzając nie tylko blok porodowy i poporodowy, ale zahaczając również o oddział ginekologii i patologii ciąży. Aby to doświadczenie i wiedza nie poszły na marne – kilka konkretów na temat “Inflanckiej”.

Poród na Inflanckiej

Cz. 1. Ginekologia i Patologia ciąży

Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie? Niekoniecznie.

Zanim zgłosicie się na izbę przyjęć by potem ewentualnie trafić na oddział GiPC wstąpcie do ulubionej kawiarni, weźcie głęboki oddech podczas długiego spaceru w parku oraz utulcie psa, kota i bliskich wam małoletnich bo raz tu przyjęte, tak szybko stąd nie wyjdziecie ;-) Pacjentki nie mogą opuszczać oddziału. Jedyną opcją na zobaczenie czegoś więcej niż sala i korytarz jest udanie się na 15 minut za zgodą położnej piętro niżej do sklepiku/bufetu. Jest to jednocześnie jedyna możliwość na krótkie spotkanie z dzieckiem (osoby poniżej 14 roku życia nie mają wstępu na oddział).

Klaustrofobia

Poniżej, moje okno na świat (parking i kilka budynków), z którego wyglądałam zazdroszcząc ludziom “z zewnątrz” wolności i swobody nawet jeśli właśnie sprzątali psią kupę z trawnika. Bo oni mogli, a ja nie. Przez pierwsze kilka dni zamknięcie, na które zupełnie nie byłam gotowa, oddziaływało fatalnie na moją psychikę;  potem jest trochę łatwiej, zwłaszcza jeśli mamy fajną współlokatorkę i laptopa z mobilnym internetem (szpital nie udostępnia sieci ). Na sali jest też telewizor, ale ten pozstawał prawie zawsze wyłączony. Zwłaszcza, ze ilekroć chciałyśmy coś obejrzec trafiałyśmy albo na “Dr. House’a” albo na polsatowski “Szpital”. Na “Na dobre i na złe” nie natknęłyśmy się pewnie tylko dlatego, że TVP1 i TVP2 nie odbierały.

Ciekawość drogą do

Posiadanie internetu może być jednakowoż tak samo zbawienne co zgubne bowiem jednego możemy być pewne: usłyszymy tu wiele enigmatycznych nazw zabiegów i chorób, które prędzej czy później wstukamy w wyszukiwarkę by wiedzieć co może nas czekać. Kiedy dodamy do tego opowieści niektórych pacjentek otrzymujemy to, co nazwałam samonakręcającą się spiralą strachu. Być może uspokajające dla niektórych okaże się, że w moim przypadku to, czego bardzo się bałam po przeczytaniu dyskusji internetowych nie okazało się wcale takie złe.

Sale

Sale są czteroosobowe. Jest czysto, łazienka jest ładna, a łóżka sterowane pilotem, z możliwością ustawienia różnych pozycji, co docenia się kiedy spędza się na nich tyle czasu. Szpital został niedawno wyremontowany i to widać gołym okiem. Każda sala ma przydzielonego lekarza prowadzącego, odpowiedzialnego za znajdujące się w niej pacjentki (jego nazwisko znajdziemy na drzwiach).

Personel

Pracuje tu młoda i kontaktowa kadra położnych i pielęgniarek – zawsze na posterunku. Moim zdaniem, bardzo dobra wizytówka oddziału. Dwa razy dziennie odbywa się obchód. Muszę przyznać, że był on zwykle bardzo krótki i czasem miałam wrażenie, że żeby zdążyć zadać interesujące mnie pytania musiałam wyrecytować je jednym tchem, żeby zdążyć zanim lekarz będzie już za progiem. Natomiast bezwzględnie dzięki rzetelności i decyzjom lekarzy z Inflanckiej udało mi się znacznie poprawić wyniki badań i wyjść ze szpitala ze zdrowym bobasem; jestem im za to wdzięczna. Na plus oceniam również ich podejście do pacjenta – z kulturą, czasem też z odrobiną humoru, co przecież, niestety, nie w każdej państwowej placówce jest oczywiste.

Na koniec, wisienka na torcie

W ramach pocieszenia, bo ostatecznie “Inflancką” oceniam wysoko i polecam przyszłym mamom, obiady były całkiem niezłe ;-) Na poniższym zdjęciu: kolacja mistrzów.
Dodatkowo, zabawnym akcentem każdego dnia były panie kucharki, które rozdając talerze wywoływały pacjentki, zależnie od ich sytuacji zdrowotnej,  następującymi słowy:

– Obiad dla Pani Cukrzycoweeeeej!
– Obiad dla Pani Wątroboweeeeeeeeeeeej!

Bon appetit!

poród inflancka warszawa poród inflancka warszawa poród inflancka warszawa poród inflancka warszawa poród inflancka warszawa

Cz. 2. Blok Porodowy 

Jak to wyglądało z mojej perspektywy?

  • W szpitalu znajduje się osiem sal porodowych. Są pojedyncze, zadbane, odnowione, z fajną łazienką

05 sala operacyjna

Źródło zdjęcia

  • Super wygodne łóżeczko, na którym relaksowałam się kilkanaście godzin
  • Monitor z odczytem KTG czyli zobacz jak w liczbach wygląda skurcz pt. “K**** … motyla noga, ja tego nie przeżyję!”
  • Przed porodem wypełnia się ankietę, w której zaznaczamy nasze preferencje np. określamy czy chcemy znieczulenie, czy chcemy, żeby ojciec dziecka przeciął pępowinę, czy chcemy rodzić w pozycji innej niż  horyzontalna itd. Rzeczywiście, w trakcie porodu i po nim, moje prośby zostały zrealizowane
  • Nie było problemu ze znieczuleniem zewnątrzoponowym. Podano mi je na czas, bezpłatnie. Dzięki niemu mogłam odpocząć przed ostatnią fazą porodu, która odbywa się bez znieczulenia. Przy okazji, odradzam stosowanie gorących okładów (termofor) w celu ulżenia sobie w bólu ponieważ powoduje to problemy z wkłuciem się podczas znieczulenia (podwyższenie temperatury tkanek rozszerza naczynia krwionośne). Znieczulenie niestety nie jest podawane na czas parcia
  • Można rodzić z wybraną przez nas osobą towarzyszącą, niekoniecznie spokrewnioną (bezpłatnie).W moim przypadku był nią tata dziecka. Nie ma możliwości, żeby dodatkowo w porodzie uczestniczyła druga osoba towarzysząca, nawet doula. My skorzystaliśmy z pomocy douli (Wrażenia – ok, ale bez zachwytu. Gdybym miała znów wybierać wolałabym mieć przy sobei cały czas partnera, mamę, kogoś z rodziny). Rozwiązanie jakie zostało nam zaproponowane, nie do końca nas satysfakcjonujące, ale dyskusji nie było, to wymienianie się osób towarzyszących tak, by zawsze na sali była tylko jedna dodatkowa osoba
  • Po porodzie, jeszcze na sali porodowej, rodzice mają 2 godziny, żeby w intymnej atmosferze nacieszyć się maluchem, który leży na piersi mamy
  • Nie zdecydowaliśmy się na podpisanie umowy z konkretną położną na indywidualną opiekę, ale jest taka możliwość. Zdecydowała się na nią np. moja współlokatorka z sali poporodowej. Ciekawostka: kiedy okazało się, że wybrana położna w dzień porodu tak czy inaczej miała akurat dyżur, zrezygnowała z wynagrodzenia
  • Położna, która się mną opiekowała była bardzo konkretna, na początku myślałam nawet, że nieprzyjemnie chłodna, ale okazała się dużym wsparciem, potrafiła świetnie zmotywować. Cały czas była ze mną w końcowej fazie porodu. Natomiast wcześniej po prostu kontrolowała sytuację u siebie na monitorze, a do mojej sali przychodziła od czasu do czasu. Była jednak zawsze do dyspozycji kiedy moja osoba towarzysząca prosiła ją do nas. To w zupełności wystarcza jeśli i tak ma się kogoś zaufanego u boku.

Co mieć ze sobą

Różne informacje można znaleźć na blogach, forach, nawet na stronie szpitala i nie wszystkie są adekwate do tego, co potem jest rzeczywiście przydatne. Ile to ja się naczytałam o tym, co trzeba mieć, a tymczasem:

Dla dziecka

– Kilka kompletów ubranek, najlepiej pajacyków, moim zdaniem, rozmiar 56. Rozpinane po całości pomogą przebierać noworodka bez stresu. Żadne kaftaniki i spodenki, zakładane przez głowę koszulki, bluzeczki, niepotrzebne komplikacje ;-)
– Czapeczki
– Łapki niedrapki
– Rożek + kocyk
– Kilka tetrowych pieluch
– Mała butelka do karmienia
– Chusteczki nawilżane dla niemowląt
– Pieluszki (polecam Pampers Premium Care 1 lub tańsze Baby Dream)
– Coś do pępka – octenisept
– Coś do smarowania – linomag zielony

Ręczniki, wbrew temu co jest napisane na stronie www, nie są potrzebne ponieważ niemowlak nie jest myty w szpitalu (spędza tam z mamą 2 doby, jeśli ze zdrowiem wszystko jest OK), dopiero w domu. To samo jeśli chodzi o wszelkie emolienty, płyny dą kąpieli – zbyteczne.

Dla mamy

– Jeśli nie macie torby, tylko walizkę, nie ma problemu, żeby ją wziąć. Na stronie szpitala napisane jest, że walizki nie są mile widziane, ale to chyba zamierzchłe informacje bo mnóstwo dziewczyn je miało i nikt nie zwracał na to najmniejszej uwagi.
– Obowiązkowo 2 lub 3 koszule nocne? Przesada jeśli macie zamiar kupować je specjalnie na tę okazję. Mi wystarczyła jedna – do porodu. Poza tym chodziłam w legginsach i koszulce, albo w spodenkach i topie.
– Szlafrok
– Ręcznik
– Klapki (miałam tylko gumowe, pod prysznic, żadnych dodatkowych papuci czy ciepłych skarpet)
– Kosmetyki, suszarka (bo jednak nie ma to jak ułożone włosy :-D)
– Dokumenty (wymienione na stronie szpitala)
– Wkładki poporodowe (używałam semi extra)
– Podkład poporodowy na łóżko jeśli nie chcemy prosić za każdym razem o jego zmianę. Myślę, że komfortowo jest mieć 2-3 swoje.
Jesli czegoś zapomnimy – na dole jest mały sklepik z potrzebnymi produktami więc nie ma co się stresować pakowaniem!

Powodzenia! I nie załamujcie się jak ja, gdy leżąc na stole, usłyszałam zwiastujące mój przyszły los, krzyki z sali obok. Po chwili zamiast tego rozlegał się płacz dziecka :-)

Cz. 3. Opieka po porodzie

W internecie znalazłam negatywne opinie o sposobie traktowania pacjentek, które już urodziły, nawet jeśli ktoś był zadowolony z tego, jak zajmowano się nim podczas porodu.
W moim przypadku (rodziłam 2 licpa 2014 r.) również ta część pobytu w szpitalu była satysfakcjonująca.

Sala

Po porodzie przywieziono mnie do dwuosobowej sali. Po krótkich badaniach, na które wzięto mojego synka, położono go pod kołdrą obok mnie tak, żeby “ciepło i przyjemnie spało mu się obok mamy”. Bardzo miło wspominam tę naszą pierwszą noc razem. Personel miał chyba do mojego matczynego instynktu więcej zaufania niż ja sama – małego położyłam od ściany, żeby przypadkiem nie zrzucić go z łóżka ;-)

Personel


– Codzienne wizyty bardzo miłego pediatry.
– Codziennie rano wizyta ginekologa
– Codzienne wizyty pielęgniarek
– Przed każdą wizytą pojawia się u nas na sekundę pielęgniarka, żeby uprzedzić, że należy przygotować siebie lub dziecko do badania.
– Noworodka przygotowujemy do rozbierając go. Pierwszego dnia po porodzie nie miałam na to sił -kiedy wstawałam kręciło mi się w głowie. Nie było problemu z tym, żeby w takiej sytuacji lekarz/pielęgniarka zamiast mnie przygotowały maluszka.
– Poza w miarę stałymi godzinami wizyt lekarskich, co jakiś czas pojawiały się u nas bardzo miłe i uśmiechnięte, młode pielęgniarki, które cierpliwie wyjaśniały jak przebierać, karmić, trzymać niemowlę. Z przyjemnością obserwowałam jak delikatnie obchodziły się z dziećmi.
– Syn był cały czas ze mną. Kiedy był zabierany na badania i szczepienia, za każdym razem byłam pytana o zgodę. Nigdy nie trwało to dłużej niż 10 minut.

Karmienie

W szpitalu nie spotkała mnie żadna nieprzyjemność czy kąśliwa uwaga w związku z tym, że karmiłam wyłącznie mlekiem modyfikowanym. Musiałam mieć tylko butelkę i co około 3 godziny stawiać się w pokoju dyżurujących położnych, żeby dostać odpowiednią ilość pokarmu.

Wypis

– Po dwóch pełnych dobach, jeśli ze zdrowiem naszym i dziecka wszystko jest OK następuje wypis (około godziny 15:00).
– W dniu wypisu pacjentki zapraszane są na “pogadankę” z pielęgniarką, która opowiada o tym jak karmić i jak dbać o dziecko. Odpowiada również na ostatnie pytania. Podobała mi się jej otwartość i życiowe podejście do opisywanych zagadnień.
– Jeśli rodzisz “na Inflanckiej”, dokumenty dziecka zostaną wysłane do USC przy ulicy Andersa 5. Dostaniesz kartkę z informacją którego dnia i o której godzinie powinnaś się tam stawić, żeby móc zarejestrować dziecko i otrzymać jego akt urodzenia. O rejestracji dziecka napiszę więcej w kolejnym poście.
– Co jeśli jesteś panną? Wszystkie dokumenty w szpitalu wypisane są na imię i nazwisko matki. Nikt nie pytał mnie o dane ojca, ani o imię i nazwisko wybrane dla dziecka. O mój stan cywilny pytano tylko podczas rejestracji na Izbie przyjęć – wypełnia się wtedy dość dużo dokumentów i przyznam, że trochę to trwało.
– W dziale statystyki usytowanym niedaleko Izby przyjęć otrzymasz zwolnienie lekarskie jeśli takiego potrzebujesz (mi było ono potrzebne ponieważ w szpitalu spędziłam 12 dni).
– Poza tym, dostaniesz kartę zdrowia dziecka, wypis dziecka i twój w dwóch egzemplarzach. Znajdziesz na nim między innymi wytyczne dotyczące tego, kiedy powinnaś stawić się w szpitalu na ewentualne zdjęcie szwów czy też kiedy powinnaś udać się na pierwszą wizytę po połogu do twojego ginekologa prowadzącego.

Minusy

– Odwiedziny. Tak tu jak i na oddziale Patologii ciąży – tylko do godziny 19:00. Przepis ten jest dość rygorystycznie respektowany i goście wraz z wybiciem siódmej są wypraszani. Raz odbyło się to nawet w dość nieprzyjemny sposób, ale wychodzę z założenia, że jak to z ludźmi bywa, zawsze trafi się niemiła jednostka, która nie powinna wpływać na moją ocenę całego personelu. Na szczęście, nie miałam z tą panią więcej do czynienia. Ograniczenie czasowe jest przykre zwłaszcza dla młodych ojców, którzy chcieliby móc spędzić więcej czasu z maluchami.
– W szpitalu nie ma możliwości opłacenia oddzielnego pokoju, w którym możnaby przebywać z ojcem dziecka lub przyjmować gości w dowolnych godzinach.
– Znieczulenie zewnątrzoponowe jest podawane, ale tylko na jakiś czas, cała faza parcia odbywa się bez znieczulenia
– Nie można w ogóle wychodzić z budynku, jedyną możliwość spacerowania daje niedługi korytarz

You Might Also Like

  • KelsieWef

    Why there is so lot of spam on your website?!
    Where is exit?!

  • Pingback: Indywidualna opieka położnej. Kiedy zamówić? - Gburrek()

  • Ania

    Wpis fajny..Ja również urodziłam na inflanckiej syna…tylko ze teraz wrzesień 2016 się troszkę zmieniło…
    Personel jedni mili drugich człowiek ma ochotę czymś walnąć..na Patologi moja wspollokatorke połączyli do kto o 21 a odołączyli prawie o 2 w nocy…światło zapalone więc nie ma jak spać…(a tylko górne działa) druga osoba na sali rodzi…dziewczyna leżała z nami dobę rodzac do rozwarcia 5 cm więc mogłam się naoglądać porodu na żywo…Ja trafiłam na salę przedporodowa na oksy…i tu 5 łóżek więc leżąc słyszałam i widziałam zwijajace się dziewczyny z bólu…a 3 h ja robiłam to samo tym co dopiero przyjechały na salę.
    Poród fajnie 17 h bólu…z niemałą położna, której nie było wcale i nie umiała nawet urządzenia do oksytocyny obsługiwać…a lekarz idiota przetrzymać mnie i dziecko ledwo co przeżyło (tylko dlatego że zjawił się zastępca ordynatora i zarządził pilną cesarke) dziecko trafiło na 2 h do ojca dziecka a mnie przywieźli na salę poporodowa i przynieśli dziecko- wsadził do łóżka (1z 5) i miłe tym razem położne przez 12 h nam pomagały ( przez 4 nawet głowy nie można podnieść a około 12 wstać) . Potem przewożą na noworodki i rządź sobie samemu (do grze ze 1 dnia Tata był z nami godzinę dłużej niż odwiedziny- nonpoyrzrbowalam tego czasu aby się wykąpać z jego pomocą wyjąć co potrzeba z walizki i zapakować się do łóżka z małym bo do rana byłam żadna na siebie. Badania na noworodkach są nawet o 5 rano (pani nam o tej godzinie stwierdziła że Krew pobierze) Jak wychodziłamto byłam pierwsza..aby jak najszybciej do domu…jedzenie hmm dobrze ze mi donosili bo przeważnie jadłam bułkę z masłem i dżemem..same buraki albo piłam herbatę

    • Ojej. To światło zapalone też faktycznie pamiętam, że było. Po dwóch latach zatarło mi się sporo wspomnień i na szczęście te niemiłe dla Ciebie też wkrótce znikną z głowy. Trzymajcie się z maluszkiem ciepło :*

  • Magda

    Fantastyczny wpis :-) Naprawdę myślę, że bardzo pomocny dla mnie, ponieważ również zamierzam rodzić na Inflanckiej i też będę miała synka:) Mam jednak wewnętrzny konflikt czy zdecydować się na indywidualną opiekę położniczą, ale chyba po tym, co napisałaś i po tym, co usłyszałam od koleżanek nie ma takiej potrzeby. Jeszcze raz wielkie dzięki i wszystkiego dobrego :-)))

    • Dziekuje, ja chcialam prywatna opieke, ale nie zdazylam sie zapisac :) Natomiast nie zaluje, wprawdzie polozna przychodzila tylko raz na jakis czas, ale tak naprawde nie bylo potrzeby czesciej. Kiedy cos sie dzialo, zaraz widziala to na monitorze u siebie i przychodzila skontrolowac sytuacje. Pod koniec mocno dopingowala (na poczatku wydawala mi sie jakas taka niemila ;-), ale potem docenilam, ze miala tak konkretne, mocne usposobienie bo w ostatecznosci jej zdecydowanie nie pozwalalo mi sie poddac). Rozne opinie slyszalam o Inflanckiej, ale sama jestem zadowolona i trzymam za Ciebie i Twojego synka mocno kciuki! Bedzie ekstra :*
      *Przepraszam za brak polskich znakow.

  • Pingback: Przygotuj torbę do szpitala. Już teraz | Gburrek()

  • Ohhh… Również rodziłam na inflanckiej, ze zdjęć widzę, że chyba nawet na tej samej sali. Mam podobne wrażenia z tego pobytu. Na szczęście trafiłam na super położną – lepszej nie mogłam sobie życzyć. Również trafiły się sucze jednostki ale całokształt na wieeelki plus! Zwłaszcza wymieniona już położna, lekarz odbierający poród, jak i anestezjolog, któremu podobno wyznałam miłość. Polecam!

    • Też miałam fajną położną, młoda brunetka, na początku przestraszyła mnie bo była dość oschła, ale potem się okazało, że ten jej twardy charakterek mi pomógł, bardzo mnie motywowała pod koniec, niczym hardkorowy trener, nie miałam kiedy i jak się rozkleić kiedy była obok :D

  • Anonim

    Cześć!!!
    Jestem pod wrażeniem jak opisałaś sprawy związane z porodem na swoim blogu! :) Czy mogłabyś podzielić się informacją, kto prowadził twoją ciążę? Czy był to lekarz z Inflanckiej??

    iwona.morgas@gmail.com
    Pozdrawiam
    Iwona

    • Nie z Inflanckiej. Chodziłam do p. Krzysztofa Pancześnika (Centrum Medyczne Damiana) – świetny specjalista. Natomiast już w szpitalu opiekował się mną p. Maciej Koniński. Również jestem zadowolona z jego krótkiej, ale dobrej opieki. Dzięki jego decyzji udało mi się uniknąć wywoływania porodu w nienaturalny sposób. Postaram się o tym napisać na blogu. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.