Dom Mama

Większe mieszkanie potrzebne od zaraz. Jak narodziny dziecka skłoniły nas do szukania nowego domu

większe mieszkanie

To miasto jest zbyt małe dla nas dwóch – rzuciłam cytatem rodem z westernu kiedy po raz kolejny potknęłam się o bramkę, którą zamontowaliśmy, żeby oddzielić strefę zrzucającego tony sierści psa od strefy raczkującego niemowlaka. Od kiedy mamy dziecko, większe mieszkanie to jest to, o czym rozmyślamy coraz częściej.

Większe mieszkanie potrzebne od zaraz

Co tu dużo mówić, wchodzimy tu sobie na głowę. W związku z tym postanowiliśmy poszukać domu. Przyznam, że przebrnięcie przez ogłoszenia dotyczące zakupu nieruchomości  to dla mnie prawdziwy koszmar. Dlatego dla zmotywowania samej siebie do bardziej energicznych poszukiwań podzielę się sytuacjami, które na każdym kroku przypominają mi, że już najwyższy czas wynieść się stąd jeśli chcemy ocalić nasze zdrowie psychiczne.

1. Kawalerskie mieszkanie

Nasze gniazdko należy do mojego partnera, był singlem kiedy je urządzał i przystosował je do kawalerskiego, a nie rodzinnego życia. Nie przewidział, że na jego drodze stanie tak wyjątkowa kobieta. I wprowadzi się po dwóch tygodniach. I urodzi mu dziecko. Cóż, życie potrafi nas zaskoczyć. Na pewno nie brał pod uwagę tego scenariusza kiedy burzył ściany, tworząc z dwupokojowego mieszkania przestronne studio. Owszem, piękne, dopracowane, ale w obecnej sytuacji niefunkcjonalne. A już na pewno nie w głowie była mu rodzina kiedy montował szybę w ścianie dzielącej łazienkę i sypialnię. Mój hit! Szyba ta sprawiała, że osoba leżąca na łóżku w sypialni mogła podglądać drugą, biorącą prysznic. Pomysł pobudzający wyobraźnię i w sam raz na dwuosobowe after party po romantycznej kolacji, ale na dłuższą metę niewygodny. Na co dzień nie wyglądam jak na randce i niekoniecznie chcę, żeby mój facet patrzył jak mało ponętnie golę nogi. Co ja mówię, żeby tylko nogi. Ostatecznie, na szybę nanieśliśmy mleczną naklejkę. A miało być tak pięknie!

2. Przestrzennie, ale bez możliwości schowanie się w swoim kącie

Oboje jesteśmy osobami, które lubią być same i cenią sobie własny kawałek przestrzeni. O ten kawałek potrafimy się nieźle pokłócić. Brak możliwości zaszycia się w swoim i tylko swoim kącie powodował u nas frustrację już zanim zostaliśmy rodzicami, a co dopiero teraz! Pamiętam jak kiedyś, lata temu, kolega z pracy wynajmował ze swoją narzeczoną mieszkanie. Zdecydowali się na lokum z dwoma pokojami. „Po co?” – dziwiłam się. Pewnie aż tak bardzo się nie kochają! Teraz rozumiem ich doskonale. Ba, jestem pewna, że jeśli oprócz wspólnego, będziemy mieć oddzielne pokoje, będzie żyło nam się lepiej. Marzymy Żartujemy, że będziemy się spotykać tylko na przekazanie dziecka, ale myślę, że nie będzie tak źle.

3. Pies

Mieszkamy z owczarkiem australijskim, który kocha uczestniczyć we wszystkim, co robimy. Do tej pory nie było większych restrykcji co do miejsc w domu, w których może przebywać. Teraz jest ich wiele. Narodziny malucha odebrały mu dużą część naszej uwagi, teraz dodatkowo zmniejszyła się przestrzeń, do której ma dostęp. Waży prawie trzydzieści kilogramów i niezły z niego spryciarz. Musimy się porządnie natrudzić, żeby nie doszło do kolizji na linii pies-dziecko. Oprócz tego, nasz owsik gubi mnóstwo sierści. Jego kłaki walają się wszędzie, a gromadzą się w pięć minut. Nie możemy już patrzeć na szczotkę do zamiatania i odkurzacz, a niestety muszą być w ciągłym użyciu bo niemowlak raczkując bierze wszystko do rąk.

4. Trudna sztuka relaksu

Myślę, że po 10 miesiącach życia juniora wypracowaliśmy nie najgorszy system podziału obowiązków i opieki nad nim. Tyle, że nawet jeśli w danym momencie jedno z nas zajmuje się synem to drugie chcąc nie chcąc uczestniczy w tym bo wszystko widzi i słyszy. Maluch nie ma swojego pokoju, w którym można by się zamknąć tak, żeby partner mógł w ciszy napić się kawy i zebrać myśli. A skoro o kawie mowa to najlepszy czas na nią jak i na przekąskę jest wtedy kiedy dziecko śpi. Z tym, że kiedy ono śpi, my musimy być cicho więc ekspres i chrupanie odpadają.

O, domu, nasz upragniony domu, gdzie jesteś? Jeśli słyszelibyście o ciekawej ofercie sprzedaży domu w Warszawie, dawajcie znać zanim się pozabijamy.

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like

8 komentarzy

  • Reply
    Jacek
    Wrzesień 22 at 9:33 pm

    My mieszkamy w 5. Ja, mama Gosia (wciąż nie mogę się przyzwyczai, że mój Gosiaczek to mama) Jagoda (4 miesiące) i dwóch kolegów (bez psa). Już nie studenci, pracujący dorośli panowie… mimo wszystko, dwóch singli i playstation w salonie. Niedługo będzie gotowe nasze mieszkanko więc uznaliśmy, że nie opłaca się przeprowadzać na te parę miesięcy. Też jest „zabawnie” :)
    Zderzenie dwóch alternatywnych światów. Materiał na osobny artykuł.

    • Reply
      Gburrek
      Wrzesień 22 at 9:41 pm

      To będą miesiące pełne anegdot :)

  • Reply
    Biedronka
    Wrzesień 22 at 12:06 am

    Wlasnie przestałam narzekać na swoje 2 pokoje i brak miejsca na zabawki:)

  • Reply
    starsza pani po 30
    Wrzesień 21 at 12:09 am

    ehhhh sierść! siedzi wlaśnie moje ufo przede mną – a dokładniej w progu drzwi i zdaje się mówić „wpuść mnie do pokoju. Przecież i tak tu wejdę, gdy tylko zamkniesz oczy”

    • Reply
      Gburrek
      Wrzesień 21 at 12:01 pm

      My już nie walczymy, poddaliśmy się :)

  • Reply
    Kora
    Maj 13 at 12:45 am

    Gburrku… podobieństwo naszych scenariuszy szło by rozpatrywać w kategorii plagiatu. Nasze obecne mieszkanie to własność Jego, z wyburzoną ścianą i ładnym widokiem, jednak ktoś tam się nade mną zlitowal i mamy dwa pokoje. Głęboko współczuję jednego, bo z niemowlakiem to jednak brak chwil tylko dla siebie. Nasz pies jest do tego czarny… a my idioci zmieniając podłogę położyliśmy prawie białą. Jeżdżę na odkurzaczu dwa razy dziennie, bo Stefa już pełza po całym mieszkaniu. Przesyłam dobrą energię! Już prawie lato!

    • Reply
      Gburrek
      Maj 13 at 10:44 pm

      My mamy ciemną podłogę, ciemną kanapę i białego psa także wiesz!

    Leave a Reply