Bałkany samochodem we dwoje. Bułgaria, Rumunia, Serbia, Węgry Miejsca

Bałkany samochodem 8. Dzika plaża Durankulak w Bułgarii i wjazd do Rumunii, Kasyno w Konstancy

Wioska Durankulak jest najbardziej wysuniętą na północ miejscowością wybrzeża bułgarskiego oraz przejściem granicznym pomiędzy Bułgarią i Rumunią.

Plaża nad Jeziorem Durankulaskim

Plaża nad Jeziorem Durankulaskim ma długość 7 km. Było tu niezwykle spokojnie i prawie pusto. Jedynie w oddali, na leżaczkach siedziały dwie na oko ponad sześćdziesięcioletnie panie, które raczyły się rozmową, odpoczywały. Po jakimś czasie jedna z nich, owinięta w długą, kolorową chustę udała się w stronę morza. Przed wejściem do wody, zsunęła chustę i zupełnie naga weszła pomiędzy łagodne fale. Było w tym dużo wdzięku i elegancji. Kolejni naturyści rozbili się w namiocie postawionym nieco na uboczu. Była to czteroosobowa rodzina z małymi dziećmi. Bardzo spodobało mi się ich podejście bo idealnie współgrało z roztaczającą się dookoła naturą, dziką, oddaloną od świata. 

durankulak namiot na plaży naturyści w durankulak morze czarne durankulak durankulak lake mapa

Wjazd do Rumunii. Plaża nie umywa się do Bułgarskiego wybrzeża

Przez granicę przejechaliśmy bez problemu. Słyszeliśmy, że w Rumunii drogi są fatalne, a po autostradach jeżdżą dorożki. Faktycznie, dorożek doliczyliśmy się ponad sto trzydzieści (tak, tak, notowałam!), za to jezdnie nie są wcale takie złe, raczej normalne. Inną, charakterystyczną rzeczą tutaj są bezdomne psy. Na pierwszy rzut oka widać, że jest ich dużo i niestety, zdarza się, że atakują ludzi, o czym podczas naszego pobytu trąbiło radio. Doszło do tego, że rumuński parlament zezwolił na usypianie bezpańskich czworonogów, po które nikt nie zgłosi się do schroniska w ciągu czternastu dni. Po raz ostatni wstąpiliśmy na plażę. Znajdowała się w pobliżu kurortów: Olimp, Neptun i Wenus. Jedno słowo: rozczarowanie, zwłaszcza w porównaniu z plażami w Bułgarii. Hotele, baseny i dyskoteki. Zupełnie nie nasze klimaty, a na plażach pół na pół piasek i pety. Uciekliśmy.

pies w Rumuniiplaża w Rumuniiplaża w Rumunii kurort Neptun

Kasyno w Kostancy warto zobaczyć

Wieczorem dotarliśmy do 300-tysięcznej Konstancy, żeby zobaczyć stare kasyno, o którym przeczytaliśmy w przewodniku. Kiedy zaparkowaliśmy w jego pobliżu, para tubylców, widząc nasze numery rejestracyjne, doradziła nam, żebyśmy uważali na samochód. Daje do myślenia kiedy mówi ci to obywatel odwiedzanego kraju. Od tej pory jeszcze bardziej dbaliśmy o to, żeby za każdym razem parkować w strzeżonym miejscu.

Kasyno z zewnątrz wyglądało imponująco. Znajdowało się nad samym brzegiem Morza Czarnego, którego fale rozbijały się niemalże o mury budynku. Przy wejściu spotkaliśmy mężczyznę, na oko pięćdziesięcioletniego, który zapraszał nas do środka. Nie, nie mówił po angielsku, ale daliśmy radę porozumieć się gestami. Jego propozycja wydała mi się podejrzana bo na teren kasyna nie ma wstępu (jest ono zniszczone przez powódź i czeka na odrestaurowanie), ale jako, że mój partner nie zastanawiając się zbyt długo wszedł za mężczyzną, weszła i ja. Jak się później okazało, warto było zaryzykować bo nasz przewodnik był bardzo sympatyczny i raczył nas anegdotami, na przykład tą o pechowych hazardzistach, którzy byli wyrzucani za balustradę . Secesyjne kasyno powstało w 1909 roku. Było kiedyś sławnym centrum hazardu i rozrywki. Teraz władze miasta starają się przywrócić mu dawną świetność. Poczułam się tu jak w filmie Wielki Gatsby (Znacie? Ja uwielbiam!).

Kiedy zbliżył się moment pożegnania zastanawiałam się czy nasz nowy znajomy poprosi nas o zapłatę, ale tak się nie stało (w ogóle, mieszkańcy Rumunii są niezwykle gościnni). Chcąc się jakkolwiek odwdzięczyć, a nie mieliśmy wtedy przy sobie gotówki w lokalnej walucie, podarowaliśmy naszemu przewodnikowi butelkę wina, którą mieliśmy w aucie. Podczas ostatnich minut rozmowy okazało się też, że całkiem nieźle kojarzy on kilka znanych polskich nazwisk i historycznych wydarzeń. To była nasza pierwsza przygoda w Rumunii i zdecydowanie nie ostatnia tak sympatyczna.

kasyno które warto zobaczyć w rumuniikasyno constantakasyno konstanca rumunia

Eforie Nord. Nocleg, który lepiej ominąć

Z Constanty udaliśmy się do Eforie Nord szukać w ciemno noclegu. Wybraliśmy hotel Vila Blue. Miła obsługa, ale w łazience cuchnie. Widok z okna to fragment muru i kawałek dachu pełnego petów i śmieci. Pościel – nie najświeższa. Ściany z papieru. Sąsiadów słychać jakby byli obok. Do snu kołyszą mnie ich długie i głośne dyskusje w języku rumuńskim, przeplatane rubasznym śmiechem. Adres: Vila Blue, Eforie Nord, str. Brezei 1. Cena: 80 lei za 2 osoby/noc. W pobliżu kilka niemalże pustych knajpek. Odradzamy Eforie Nord, nie warto tu tracić urlopu.

You Might Also Like