Mama W korpo

Pierwszy dzień w pracy po urlopie macierzyńskim

pierwszy dzień w pracy po urlopie macierzyńskim

Stało się. Po półtora roku wróciłam do pracy w korporacji. Urlop macierzyński był dla mnie wyjątkowym czasem, ale wiedziałam przecież, że będzie musiał mieć swój kres. Ten kres nastał właśnie teraz, dokładnie wczoraj. Na przygotowanie się do tej chwili miałam całe półtora roku, co nie zmienia faktu, że i tak o kilku rzeczach wczoraj zapomniałam.

Droga do pracy

O parasolu. Przez co całkiem niekrótką drogę z przystanku autobusowego do biura przebyłam gnając z kurtką na głowie i wyglądając jak Batman, a moje pieczołowicie wymodelowane włosy oklapły niczym moja motywacja do pracy zwyczajowo w piątek po południu. Zapomniałam również jak wiele osób z mojej okolicy pakuje się do autobusu o ósmej rano. Ten tłum na przystanku, te smutne twarze na pokładzie patrzące w siną dal, te kanapki z jajem dojadane powolnie w korkach.

Wielkie wejście? Raczej zaskakująco normalne

Taka piękna weszłam do biura i? Ziemia się nie rozstąpiła, fanfary nie zabrzmiały, cisza jak makiem zasiał, ale po chwili znajome twarze przywitały mnie uśmiechem i muszę napisać, że było to bardzo miłe. Pozostałe korpo mamuśki poklepały po ramieniu, a przełożeni dali czas na spokojne ogarnięcie tej kuwety.

Jak tu cicho!

Właśnie, cisza. Kiedyś wydawało mi się, że na otwartej korporacyjnej przestrzeni panuje chaos i hałas. Otóż nie. Po pierwszym dniu stwierdzam, że jest tu bardzo cicho i spokojnie. Nikt nie biega po wspólnej przestrzeni wyrzucając rzeczy z biurek, nikt nie wyje w kącie bo ktoś inny nie chce poczęstować go swoim obiadem i, co najważniejsze, nikt nie wchodzi za mną do toalety. Wiecie jakie to dziwne i oczyszczające móc wysikać się na spokojnie? Catharsis.

Youtube bez Peppy

Zapomniałam jeszcze o jednej rzeczy. O słuchawkach. Przez miniony rok przyzwyczaiłam się do tego, że muszę mieć oczy i uszy szeroko otwarte i odcinanie się od świata zewnętrznego grozi okaleczeniem rodzonego syna, psa, albo tym, że później odnajdę mój telefon komórkowy w sedesie, a pilot od telewizora w koszu na śmieci. Tymczasem w biurze, o ile nie jestem w danym momencie na spotkaniu ani nie rozmawiam przez telefon, mogę odciąć się od wszystkich i wszystkiego, mieć w nosie i nadrobić wszystkie muzyczne hity Youtube’a minionych nastu miesięcy jednocześnie klikając w klawiaturę. I pijąc CIEPŁĄ kawę.

18769 maili

Maile. Kiedy otworzyłam elektroniczną skrzynkę pocztową wysypało się na mnie ponad osiem tysięcy wiadomości. Czy przeraziło mnie to? Zestresowało? Przygniotło psychicznie? Ależ skąd! Czekało mnie super nudne przeglądanie korespondencji, a trochę nudy to jest dokładnie to czego potrzebuje zmęczona mama będąca do tej pory wciąż na posterunku i na pełnych obrotach. Poza tym, po kilku ladnych latach w korporacji wiadomo jak dokonać selekcji zawartości skrzynki tak, żeby w miarę szybki sposób skasować z niej wszystko, co zbędne, nawet jeśli są to tysiące maili.

Droga do domu

Powrót do domu rozpoczął się u mnie eksplozją endorfin. Wychodząc z biura czułam się jakbym zmierzała na spotkanie z ukochanym. Właściwie, to tak było. Pełna energii, na skrzydłach tęsknoty wleciałam do autobusu. I tu czar prysł. Moja droga powrotna trwała dwa razy dłużej niż zakładałam. Stojąc w korkach obrgyzałam paznokcie na zmianę z rzucaniem śmiercionośnych spojrzeń na wszystkie strony. Bezsens tracenia wyjątkowo teraz cennego czasu w ciągnącej się ślamazarnie komunikacji miejskiej był tak irytujący, że przekreślił wszystko to, co było pozytywne w tym dniu. Kiedy po półtorej godziny zdyszana niemal wbiegłam do mieszkania, zobaczyłam małego chłopca obgryzającego przyrządzoną przez tatę na parze kolbę kukurydzy. Uśmiechnął się i moje serce w sekundzie sie roztopiło. Dla takich chwil warto żyć.

Dlatego dzisiaj po raz pierwszy wypróbuję powrót z pracy do domu rowerem. Być może tym sposobem takich chwil uda mi się ocalić jeszcze więcej.

 

 

 

You Might Also Like

  • Pingback: Podsumowanie 2015 - Gburrek()

  • Pingback: Veturilo tylko dla wybranych czyli o tym dlaczego znowu wrócę z pracy autobusem - Gburrek()

  • Ewa

    Uśmiałam się szczególnie z tego sikania :) czysta prawda. Mam dokładnie to samo. I rzeczywiście hałas na open space po raz pierwszy jest dla mnie prawie nie zauważalny.

    • No to piąteczka, a poza tym można się odciąć zakładając słuchawki!

  • Mordka

    Mam za sobą 2 macierzyńskie. Pierwszy trwał 7 miesięcy (jeszcze w 2012), drugi – 15 miesięcy. Po pierwszym – to rzeczywiście był odpoczynek. Po drugim – katorga.
    Pierwszy dzień jest ok, drugi też. Dziecięcy foch jest chyba najczęstszą reakcją potomków. Problem zaczyna się, jak masz „dedlajn” albo kryzys w projekcie, albo jak pracujesz ze Stanami i strefy czasowe się rozjeżdżają. A dzieci są małe i czekają.
    Tak, wiem, priorytety. Tak, wiem, work-life balance. A życie życiem.
    Za miesiąc mija rok od mojego powrotu, a ja nadal nie znalazłam złotego środka. Na szczęście mam męża, który wspiera mnie, spędza czas z dziećmi…i nie pracuje w korporacji.

    Mam nadzieję, że Wam pójdzie lepiej!

    • To znaczy, że robisz nadgodziny? Mi się to nie zdarzyło ani razu od kiedy pracuję w tej firmie i mam nadzieję, że tak zostanie. Poza tym dlaczego po pierwszym dziecku było lepiej? Nie pracowałaś wtedy w korporacji? Ja nie wiem jak będzie u nas, też mam obawy oczywiście, ale staram się myśleć pozytywnie.

      • Mordka

        No to po kolei – na moim stanowisku nie ma nadgodzin. Mam pracę zadaniową, nie godzinową. To też nie jest tak, że co dzień siedzę do północy – są dni, kiedy mogę wyjść wcześniej, ale są, kiedy muszę pozamykać niektóre rzeczy.
        Pracuję w korporacji od początku. Z pierwszym dzieckiem było mi o tyle prościej, że jak je zostawiałam, nie było jeszcze aż tak komunikatywne. Zwyczajnie potrzebowałam więcej kontaktu z dorosłymi. Przy drugim – po pierwsze macierzyńskie było dłuższe, a po drugie – starsze dziecko było już na tyle duże, że można było z nim bardzo ciekawie spędzać czas i uczyć go wielu rzeczy. Satysfakcja z tego, jak twój 20-miesięczny szkrab rozpoznaje wszystkie kolory i litery, i umie liczyć do 10, oraz, że to Ty go tego nauczyłaś jest bezcenna. Teraz przeważnie jest tak, że albo ja nie mam siły na kreatywne zabawy, albo moje dzieci jej nie mają…

        Pozytywne myślenie pomaga, więc tego się trzymaj!

        • Dzięki za wyjaśnienie. Nie mam porównania, ale jak myślę ze swojej perspektywy, że miałabym niewiele ponad półroczne dziecko zostawiać i iść do pracy to serce mi się kraje. Cieszę się, że mogłam być na macierzyńskim tak długo choć wracać po takim okresie czasu do innego trybu życia łatwo nie jest, bałam się tego. Jest jednak nie najgorzej, a pozytywnie myśleć będę się starała bo tylko to mnie może ocalić ;-) Plus dobra organizacja (moja słaba strona, którą trzeba będzie podszlifować).

  • Ola

    Pójście do pracy po 2,5 roku w domu było dla mnie wypoczynkiem! Zaczynam od 7ej, więc moje dziecko spało, gdy mogłam spokojnie zjęść śniadanie (ach!) ubrać się elegancko, podmalować i wyjść. W pracy trochę stresu, ale generalnie spokój i miła atmosfera, w czasie przerwy można zajrzeć na neta i poczytać lub przejrzeć ulubione strony.
    Mąż zaprowadza dziecko do przedszkola i w końcu WIE jak to JEST . Szykuję im wieczorem ubrania na poranek, ale omijają mnie poranne humory i histerie. Gdy wracam z pracy, to ja się pobawię i pospaceruję z córką, za którą tęsknię i kocham . Domowe obowiązki ogarniamy wieczorem lub razem z małą.
    Z powrotem też miałam problemy:) za długo i nieadekwantnie do odległości. Latem dojeżdżałam rowerem – bonus to zrzucenie paru kilo;). Teraz zmobilizowałam się do prawa jazdy, zdobyłam je, i gdy tylko samochód będzie wyremontowany, powrót mi zajmie 10 minut, a nie 60 .

    Uwielbiam swoją pracę, bloga podczytam, pozdrawiam:)

    • To brzmi rewelacyjnie. Ja na razie również odpoczywam w pracy, ale faktem jest, że jeszcze mam niewiele zawodowych obowiązków. Na dzien dzisiejszy sytuacja wygląda tak. Wstaję z małym około 6 i do godziny 8 z nim jestem jednocześnie szykując się do pracy, Wyprowadzam jeszcze psa i jestem w drodze do biura. Tata odprowadza synka do żłobka i go odbiera (czasami będzie na pewno potrzebna mała zamiana, ale rzadziej niż częściej). Popołudnie faceci spędzają razem, ja dołączam około 18:30 i te ostatnie 2 h przed snem bawię się z synkiem. Masz rację, fajnie, że tatusiowie teraz zbudują nieco inną, bardziej codzienną relację z maluchami i zobaczą „jak to jest”. Domowe obowiązki? Staram się ogarniać kiedy mały śpi czyli w nocy. Czas dla siebie? Ha! Tego jeszcze nie opracowaliśmy, ale to dopiero pierwszy tydzień. Za to jakie bedą teraz wyczekiwane i cudne weekendy!

  • Genialny tekst! Przeczytałam i nasunęło mi się „nie taki ten pierwszy dzień straszny…”. Przeczytałam ciekawa bo sama jestem korpomamą i dopiero co (1.09) wróciłam do pracy po prawie 2 latach przerwy (problemowa ciąża bliźniacza+bliźniaczy macierzyński).

    Zajrzę tu co jakiś czas a w wolnej chwili zapraszam do mnie :)

    • No to solidaryzuję się, jedziemy na jednym wózku ;-)