życiowe

Mam prawo jazdy i nie umiem jeździć

nauka jazdy

Mam prawo jazdy i nie umiem jeździć. Logiczne. Dzisiaj jednak przełamałam strach i wsiadłam za kółko własnego samochodu. Po dziesięciu latach przerwy. Nie byłam sama, był ze mną instruktor, ale i tak nie obyło się bez przygód.


Mam prawo jazdy od dziesięciu lat, ale praktyki – zero. Jakiś rok temu stwierdziłam, że to bez sensu mieć prawo jazdy i z niego nie korzystać i wzięłam kilka lekcji przypominających u instruktora jazdy, pana Andrzeja, po czym znowu nastąpiła przerwa.

– Bez sensu – myślałam – tak jeździć cudzym autem. Jak będę miała swoje, to będę jeździła.

Auto kupiliśmy mi we wrześniu. Piękna Renata Megane, rocznik 98. Ten sam, w którym Backstreet Boys śpiewali „Everybody”, a Wamdue Project podbijał listy przebojów „King of my castle”. Mamy luty. Renata stoi pod blokiem i straszy. Co jakiś czas ktoś wkładał jej w drzwi sekretne liściki. Nie wiem co w nich było. Nigdy nie odważyłam się podejść i ich przeczytać. Musiałabym się zdemaskować jako właścicielka Renaty. Po jakimś czasie znikały. Kiedy napadało śniegu, ktoś inny narysował na masce słoneczko.

– Wsiądź i jedź bo w końcu ci nie odpali – mówili. – Miałaś jeździć jak będziesz miała auto – mówili.

Nie słuchałam, bałam się, ale dziś nadszedł ten dzień. Umówiłam się z Andrzejem na parkingu. Przyjechał z kablami, które okazały się niezbędne przy odpaleniu akumulatora. Wsiedliśmy.

– Proszę nacisnąć sprzęgło – powiedział Andrzej.

Głos w mojej głowie odpowiedział na to – które to sprzęgło?

Pojechaliśmy.

– Pani Karolino, niech ma Pani na uwadze, że jeżeli auto zgaśnie, możemy już go nie odpalić.

Acha.

W międzyczasie okazało się, że nie mamy paliwa. Pojechaliśmy na stację benzynową, na której po raz pierwszy w życiu zatankowałam samochód. Poczułam się jakbym przekroczyła jakąś niewidzialną granicę zaj$#istości. Niestety, okazało się, że żeby otworzyć wlew od paliwa niezbędne jest użycie kluczyka. Musieliśmy zgasić Renatę. Po nalaniu paliwa już nam nie odpaliła. Przechodzień pomógł nam ją wypchnąć. Po dwóch godzinach jazdy wróciliśmy bezpiecznie do punktu wyjścia.

Pokonałam strach i jestem z siebie dumna. Mimo to, w najbliższym czasie zwracajcie szczególną uwagę na Renaty. Zwłaszcza te bordowe.

You Might Also Like

  • Pingback: Nasz pierwszy weekend bez dziecka()

  • Pingback: Nasz pierwszy weekend bez dziecka - Gburrek()

  • Pingback: Zanim się na kogoś wkurzysz, pomyśl czy przypadkiem nie jesteś wkurzona na siebie - Gburrek()

  • Pingback: Czego nie znoszę w mieszkaniu na wsi - Gburrek()

  • Pingback: Pomarańcze i karne kutasy - Gburrek()

  • Jak już tak się zaczytałam w tym Twoim blogu i na dodatek jesteśmy sąsiadkami to coś Ci opowiem. Prawko zrobiłam w 92 roku, czyli sto lat temu. Jeździłam najpierw dużo, potem mniej, w końcu tylko przy okazji imprezy, jak było trzeba gości porozwozić. Ostatnie 15 lat nie jeździłam już zupełnie wcale. Byłam „wożona” przez mojego męża i było mi z tym dobrze. On jednak pracował co raz więcej a i dzieci podrosły, więc doszły tańce, balet, koszykówka. Mąż nie wyrabiał się sam ze wszystkim i w zeszłym roku na urodziny dostałam małe śliczne autko. Stało w garażu i czekało aż się odważę. Zapisałam się na jazdy i niestety, tak mnie instruktorka wkurzała, że powiedziałam koniec! W końcu jak nikogo nie było w domu, wsiadłam do auta i pojechałam SAMA!!! do Auchan. Aż sobie z wrażenia zdjęcie na parkingu zrobiłam :) Z dnia na dzień było lepiej. Może jeszcze nie mam odwagi pojechać do centrum, ale w końcu radzę sobie i nie muszę nikogo prosić :) Tobie też tego życzę!

    • Wielkie dzięki! To właśnie niezależność, tak jak mówisz, na której ta mocno mi zależy. Czytasz mi w myślach bo akurat dzisiaj mój partner zakupił akumulator do Reni, także też może się odważę na jakiś wypad, pewnie nocny, żeby nie było ruchu nawet na osiedlu ;-) Plusem u Ciebie było to, że jednak na początku dużo jeździłaś. ja nigdy nie zdążyłam wyrobić żadnych nawyków bo po uzyskaniu prawka po prostu nie jeździłam. Ale nadrobię, zwłaszcza że wyprowadzamy się poza miasto.