Mama W korpo

Tydzień z chorym dzieckiem w domu. Praca w biurze to przy tym pikuś!

tydzień

Czy ja już kiedyś wspominałam, że siedzenie z chorym dzieckiem w domu jest o wiele bardziej stresujące niż osiem godzin na ołpenspejsie? Potwierdzam.

To był długi tydzień

To był długi tydzień. Tydzień, w ciągu którego intensywnie uprawiałam życie rodzinne. Rzekłabym, z pasją. Szewską. Synzachorował. Całe dnie spędzamy w domu. Wiem, że są osoby, którym wydaje się, że korzystanie przez młode matki ze zwolnienia lekarskiego na chore dziecko jest ich sposobem na niepracowanie. O naiwności. Osiem godzin w biurze to jest nic, zero, nada, w porównaniu ze stresami jakie narzuca własny, rodzony szef. Nawet jeśli ma tylko rok czy dwa.

Poniedziałek

Rejestracja dziecka do lekarza. Stoję przed zamkniętymi drzwiami przychodni dwadzieścia minut przed otwarciem, razem z innymi dziesięcioma osobami i cieszę się, że nie postanowiłam rejestrować syna telefonicznie. Do tej pory tak robiłam. Czasami dodzwaniałam się po pięćdziesięciokrotnym wybraniu numeru, ale wtedy już zwykle nie było miejsc. Teraz wiem dlaczego. Poniedziałek. Powitaj go z uśmiechem.

Wtorek

To dopiero początek, a już  myślę z największym podziwem o tych matkach, które zdecydowały się na pracę z domu przy małym dziecku i zastanawiam się jak sama dobrnę do weekendu. Szacunek dla tych odważnych kobiet! Kiedy ja ostatni raz zdecydowałam się wziąć pracę z domu podczas gdy maluch był chory, musiałam pisać do szefa, że niestety, ale nie wgram się na telefoniczną konferencję z klientem ponieważ firmowa komórka suszy się właśnie na kaloryferze po tym jak znalazłam ją na dnie sedesu.

Środa

I pomyśleć, że kiedyś marzyło mi się otwarcie żłobka! Ha. Hahahaha. Wydawało mi się również, że najlepiej byłoby mieć bliźniaki, a jeśli nie, to chociaż drugie dziecko zaraz po pierwszym. Taka żartownisia ze mnie. Dzisiaj taty nie było prawie cały dzień w domu. Kiedy w końcu wrócił wieczorem, najpierw rzucił mu się w objęcia pies, potem syn, przytulając tatę tak, jakby rok go nie widział, a na koniec ja, przez dobry kwadrans, z wdzięczności i prawie ze łzami radości, że przybyły posiłki. Tutaj składam wyrazu największego szacunku samotnym mamom, jesteście niesamowite.

Czwartek

– Chcesz kurczaczka?
– Nie
– Chcesz cukinię?
– Nie
– Wodę?
– Nie
– Na ręce?
– Nieee!
– To?
– Nie
– To?
– Nie
– To co ty chcesz?!
– Nie
Faceci.

Tymczasem ja gotuję i jem w locie, piję zimne, a jak już uda mi się zasiąść do stołu, postawić kubek, talerz i wygodnie umościć się na krześle z myślą celebrowania tej chwili to, no właśnie, chwila okazuje się być chwilą zbyt dosłownie. Ostatnio czytałam gdzieś o jedzeniu kompulsywnym. Moim zdaniem wszystkie matki na to cierpią. Jemy zawsze w stresie, w  biegu, albo w ukryciu.

Piątek

Kolejny dzień z chorym, ale jakże pełnym energii, dzieckiem w domu. I żeby nie było, życie bym za niego oddała, ale stwierdzam, że sztuka oddychania, której tak namiętnie uczyli w szkole rodzenia bardziej niż PODCZAS przydaje się PO porodzie. Oddycham, oddycham, oddycham i nic. K%*a, oszukali mnie.

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply
    kora
    Styczeń 4 at 1:06 am

    Moja była chora 2. słownie dwa tygodnie. wpadłam w depresję, na nowo modliłam się do boga, czołgałam z niemocy i nie mogłam liczyć na żadnego Tatke. to wtedy pomyślałam, że zostawienie dziecka pod drzwiami jej ojca to wcale nie taki głupi pomysł… podziwiam babki, które decydują się zostać z dziećmi w domu. order uśmiechu i chwała im za to. ja wysiadam.

    • Reply
      Gburrek
      Styczeń 22 at 1:58 pm

      Zgadzam się, też nie wiem czy podołałabym psychicznie zostając z dzieckiem w domu. Odpowiedzialność jak stąd do księżyca, a docenienie znikome, takie mamy społeczeństwo. I często facetów.

    Leave a Reply