Mama Szkic

Moje trzy plany na życie, które wydawały się świetne zanim zostałam mamą

szczęśliwa mama

W okresie ciąży i, powiedzmy, przez pierwszy rok bycia mamą snułam plany na życie, na które teraz, jako mama zbuntowanego prawie dwulatka,  bym nie wpadła. Nie jestem masochistką.

Moje trzy plany na życie

Moje plany na życie padły jak tylko Kornel urósł. Już nie tylko gaworzy, ale i wsadza nogi do psiej miski, wyciąga śmieci z kosza i rzuca się na podłogę w supermarkecie. Trochę odmienił mi poglądy na kilka spraw. Czy teraz wpadłabym na myśl, żeby założyć domowy żłobek? Ha. Hahaha.

Plan 1. Praca z domu

Po roku urlopu macierzyńskiego o stan przedzawałowy przyprawiała mnie myśl, że mój maleńki okruszek trafi pod opiekę jakichś obcych bab. Cioć ze żłobka, najpewniej. Gula w gardle, łzy w oczach. Nie wyobrażałam sobie naszego rozstania na dziesięć godzin dziennie. Uznałam wtedy, że najlepszą opcją dla mnie byłoby znalezienie pracy, którą mogłabym wykonywać z domu. Z perspektywy czasu, co może być pocieszeniem dla tych mam, które powrót mają jeszcze przed sobą i boją się go straszliwie (wiem jak to jest), cieszę się, że wróciłam na etat. W pracy mam względny spokój, spotykam się z ludźmi, uczę się. Przede wszystkim, odpowczywam psychicznie od nieustającego stanu gotowości jakiego wymaga opieka nad dzieckiem. To jest chyba dla mnie najtrudniejsze w macierzyńsytwie. Nie poród, nie poranne wstawanie tylko brak chwil, kiedy jestem tylko ja. W pracy jestem odrębną jednostką.

Raz zdarzyło mi się wziąć firmowy laptop do domu. Maluch był chory. Horror. On płacze, ja muszę kontrolować emaile, on chce jeść, ja chcę kilka chwil spokoju, żeby skończyć projekt. I na koniec, ja grzebię przy komputerze, a on po kryjomu odłącza mój firmowy telefon od ładowarki i wrzuca go do sedesu, co odkrywam dobre pół godziny później.

Plan 2. Założenie żłobka

Motywacją do podjęcia rozmyślań o założeniu biznesu kręcącego się wokół kupek i zupek był również strach przed rozstaniem. Jeżeli dodamy do tego szczyptę zapędu do pójścia na swoje i zostania panią własnego, zawodowego losu, uzyskamy przepis na żłobkowy start up. Tym bardziej, że od kiedy zostałam mamą w mojej głowie coś przeskoczyło i pokochałam wszystkie dzieci.  Pomysł, z różnych względów, nie wypalił, a ja wróciłam grzecznie na posadę w korpo. Nie żałuję. Czasami Kornel daje wycisk, że nie wiem jak się nazywam, a co dopiero gdybym takich Kornelów miała przy sobie pięciu, albo dziesięciu. Teraz moją miłość do maluchów określiłabym raczej swteirdzeniem: Kocham wszystkie dzieci. Ale bez przesady ;-)

Plan 3. Drugie dziecko zaraz po pierwszym

Taka bylam mądra. I jaka praktyczna! Chciałam mieć bliźniaki, bo to w końcu jeden ból, a od razu dwoje dzieci. Spryt bardzo. A jak nie bliźniaki to chociaż jedno zaraz po drugim, bo po co wychodzić z pieluch. Iść za ciosem. Raz a dobrze. Kiedy teraz ktoś pyta o moje plany na życie rodzinne, nie umiem odpowiedzieć kiedy chciałabym mieć kolejne dziecko. Teraz jest mi dobrze tak, jak jest. Z jednej strony jestem tak zafascynowana synkiem, że nie chcę rozpraszać mojej uwagi. Z drugiej, czasami ma taki humor, że już przed południem zastanawiam się jak dożyję wieczora.

Plany. Yeah, right

Powyższe plany na życie, dla mnie okazały się nietrafione jak tylko nieco lepiej poznałam smak macierzyństwa, ale jednocześnie pokazały mi prostą sprawę.

Dziecko można zaplanować. Ale jak już pojawi się na świecie to zaplanować nie da się nic :-)

Zapisz

You Might Also Like

  • Mała rónica wieku akurat jest fajna. W pewnym momencie kończą się pieluchy, a dzieci ogarnięte. W zbliżonym wieku, więc bawią się razem. Jakbym miała czekać pomiędzy – teraz na drugie bym się nie zdecydowała – bo JA wyrosłam z pieluch. I nie chcę do nich wracać ;)
    A praca w domu jest fajna. Pod warunkiem, że dzieci w przedszkolu ;)

    • No to gratki, ja nie ogarniam jednego ;-)

  • Ania

    W ogole Karolina chce napisac ze teraz juz od 2 tyg siedze w tym naszym sielskim domu 45 km od city.bede tu do konca wakacji.internet totalna padaka ale nawet jesli 30 min czekam az mi zaladuje Twojego kolejnego posta to czekam! Baardzo lubie Cie czytac.pozdrawiam z tarasu spod rozgwiezdzonego nieba i znad czegos polslodkiego z pobliskiej (17 km) Biedronki :-)

    • Ale miło :) Dziękuję. A u nas w nowym domu też ma być net padaka, ja nie wiem jak ja będę oglądać moje seriale online :O

  • kasia

    Bardzo Ci dziekuje za tego posta. Ja za kilka tygodni wracam do korpo i tez mi przyszla do glowy praca z domu i domowy zlobek :) fajnie ze napisalas, czytam sobie w chwilach zalamki i pocieszam ze sobie odpoczne troche w robocie ;)

    • Odpoczniesz :)

    • Ania

      :-) :-) :-) ja jeszcze 4 mce i tez wracam

      • To całe lato przed Tobą :D

  • Ania

    Jeszcze mogę napisać tak subiektywnie co zmieniło się u nas w porównaniu jedno dziecko a dwójka:
    1. przy 1 dziecku gdy wróciłam do formy po porodzie zaczęłam chodzić na aerobic, przy dwójce nie widzę potrzeby bo mam bardzo dużo gimnastyki tzw. codziennej
    2. przy 1 dziecku obowiązkowo raz w tygodniu miałam swój wieczór, kiedy mąż przejmował stery domowe a ja szłam spotkać się z przyjaciółkami na kawie, do kina, itd. Teraz zdarza się to mniej więcej raz na 2 miesiące i ustalane jest z wyprzedzeniem ok. 3 tygodni i czasem nie dochodzi do skutku przez kolejne 3-4 tygodnie..
    3. przy 1 dziecku korzystałam z usług fryzjera, od czasu do czasu kosmetyczna, mani i pedicure. Przy dwójce próbowałam przez 3 m-ce odłożyć środki na ten cel i nie udało się bo moje 250 zł przejadły kolejno: nieplanowana wizyta u laryngologa w młodszego, w kolejnym miesiącu zakup butów dla starszego, któremu skoczyła stopa, w następnym wysiadła nam płyta indukcyjna…finalnie nałożyłam farbę z Rossmana za 23 zeta
    4. przy 1 dziecku oburzało mnie wiele zachować czy opinii innych matek. Przy drugim cechuje mnie zen absolutny w tej materii, bo mam swoje podwórko pełne kurczaczków
    5. przy 1 dziecku czasami rywalizowaliśmy z mężem o różne sprawy – kto ma więcej pracy albo czyje wyjście jest ważniejsze. Teraz tworzymy drużynę idealną – 100% zaangażowania od każdego z nas, nikt nie traci energii na jakiekolwiek kłótnie
    6. przy 1 dziecku po ciąży miałam tylko 2 kreseczki rozstępowe na jednej z piersi i szalałam z kosmetykami, zabiegami aby tylko się ich pozbyć. Po drugiej ciąży mam dodatkowe kilkanaście na brzuchu i traktuje je jak ucho, rękę czy nogę – czyli są normą, która mnie nie rusza
    7. przy 1 dziecku ciągle zamartwiałam się o jego stan zdrowia, postępy w rozwoju, etc. Przy dwójce lekkim ożywieniem i skierowaniem się ku apteczce reaguje dopiero przy ich gorączkach powyżej 38,5 st. a wszelkie wypryski, zadrapania czy zjedzone z podłogi niezidentyfikowane okruchy kwituję delikatnym rozbawieniem i przechodzę nam nimi do porządku dziennego
    8. przy 1 dziecku chciałam udowodnić sobie ale chyba najbardziej otoczeniu, że jestem i fit i fun i że dziecko naprawdę niczego nie zmienia. Przy dwójce nic nie udowadniam, nie polemizuję na ten temat, w sumie zazdroszczę skrycie tym, które nadal są i fit i fun :-)
    9. przy 1 dziecku aktywnie podróżując spędzaliśmy wakacje i ogólnie planowaliśmy i realizowaliśmy marzenia typu : wyjazd do Barcelony na 5 dni, weekend w Pradze, nurkowanie w Egipcie – z dzieckiem jeździliśmy. Przy dwójce kupiliśmy działkę 45 min, od miejsca zamieszkania, pobudowaliśmy sielski domek i mamy tam zamiar spędzić kolejne 10 lat wakacji. Basenik, piaskownica, boisko, ryby, grzyby, kajaki, itp. Bo nam się teraz tak podoba i jest nam wygodnie dzięki temu.
    10. …dopiszę gdy młodszy skończy roczek!

    • Trochę się uśmiałam :D ósemka, trochę zmartwiłam – trzyyyy, ale najbardziej ucieszyłam z piątki, na to liczę :D

  • Ania

    To prawda, że dziecko w rodzinie weryfikuje wiele z naszych planów. Ja mam dwójkę – 3,5 roku oraz 9 m-cy i mogę napisać o swoich odczuciach w dwóch wersjach urlopu macierzyńskiego. Przy starszym synku macierzyński wynosił pół roku. Zaszłam w pierwszą ciążę będąc bardzo mocno rozpędzona w życiu zawodowym. Miałam etat z samodzielnym stanowiskiem (bez opcji zastępstwa) plus 4 długoterminowe umowy zlecenia na comiesięczne świadczenie usług konsultacyjnych. Całą ciążę pracowałam naprawdę intensywnie, na zwolnienie lekarskie z etatu odeszłam w 38 tygodniu (synek urodził się dokładnie w dniu określonym jako planowana data porodu), z umów zleceń nie wycofałam się. 3 tygodnie po porodzie regularnie codziennie wieczorem odrabiałam pracę etatową, w ciągu drzemek dziecka prace zlecone. Non stop pod telefonem i pod mailem – odpowiadało mi to! Tęskniłam do powrotu do dorosłych ludzi i nie dopuszczałam myśli o żadnych urlopach wychowawczych. Ale gdy wybiła godzina powrotu na etat a synek miał 6 m-cy, zaczął być kontaktowy, zaczęłam dostrzegać w nim coś więcej niż tylko becik, którego potrzeby fizjologiczne zaspakajam :-) Wynegocjowałam pracę etatową na zasadzie: 2 dni idę do biura a 3 dni pracuję on-line. Czyli na 2 dni były nianie (studentki, bardzo nam się to sprawdziło i nigdy się nie zawiodłam) a w pozostałe dni ja mamowałam na cały etat a wieczorami, nocami odbrabiałam to co naobiecywałam w dzień przez telefon. Gdy synek miał skończony rok ten system zaczął zawodzić – już nie był bobaskiem, który siedzi w spacerówce i zaciekawieniem ogląda świat tylko aktywnym chodziaczkiem. Gdy o 22 zasiadałam do kompa byłam półtrupem a po skończonej pracy ok. 2 nad ranem byłam już mumia. Straciłam zarówno radość z bycia mamą jak i energię i motywację do pracy. Trochę jeszcze się pomęczyłam i dojrzałam do decyzji powrotu na pełen wymiar godzin gdy synek miał 1,5 roku. To była dobra decyzja. Minął pewien czas i zapragnęliśmy drugiego dziecka. Zmieniły się przepisy i przysłużyła mi opcja pełnego roku z dzieckiem w domu. Będąc w ciąży byłam święcie przekonana, że po pół roku zamelduje się w biurze. Tymczasem rzeczywistość rodzinna zmieniła się przy dwóch szkrabach na tyle, że przez pierwsze 3 m-ce ani razu nie znalazłam czasu aby otworzyć służbową pocztę czy choćby zagaić towarzyskiego maila do kolegów z pracy. Zupełnie inaczej postrzegam swoją rolę – czuje się w tym momencie na 100% matką i „piastunką” domowego ogniska. Każdy dzień zaczyna się o 5 i kończy ok. 23 i na ten moment w pełni podporządkowany jest dzieciom oraz zadbaniu i ich potrzeby. Ambicje zawodowe nadal są – przyznam, że motywacje bardziej materialne w tej chwili niż dotyczące samorealizacji – ale mózg chwilowo zdominowany zupkami, kaszami, naleśnikami. Colorado i ciekawskim Georgem. W połowie czerwca kończę macierzyński, dodam do tego zaległy wypoczynkowy i wracam. Ekscytuje mnie to o czym pisałaś w jednym z postów – ubiorę się w czysty strój, uczeszę, może nawet pomaluje na miejscu w służbowej toalecie, dzień zacznę w pracy od ciepłej kawy, wymienię na spokojnie bez bujania wózka uprzejmości z kolegami :-) Ale o 16.00 mam zamiar odpalić turbo i pędzić do moich dzieci. Dopiero przy drugim dziecku doznałam takiego przetasowania w głowie.

    • Ostra jazda z tym robieniem po nocach tego, co naobiecywałaś w dzień (wiem o co chodzi, jak czasami musiałam przy synku pracować z domu to się zawsze kończyło zarywaniem wieczoru zalegającymi zadaniami firmowymi). Podziwiam! No, a teraz fajnie, że mamujesz, praca nie zając, a pewnie patrzenie na rodzące się relacje rodzeństwa to wielka frajda :)

  • kasia

    Właśnie szykuje się do powrotu do pracy i czytając miałam wrażenie, że ktoś czytał mi w myślach. Pocieszyłaś mnie. Dzięki!

    • Będzie bardzo fajnie, serio :-)