Życiowe

Jestem kobietą i praktyczny aspekt życia mnie nie interesuje

jestem kobieta

Ledwo żywa, z zapchanym nosem i głosem Doroty Stalińskiej zwlekłam się z łóżka. Za oknem działo się zło. Typowe, łamiące drzewa i zalewające chodniki, lato.

Za&^^%ście, zadumałam się, jednak świadoma praw i obowiązków wynikających z umowy o pracę, udałam się do łazienki celem porannej toalety w nadziei, że kiedy wyjdę spod prysznica, sytuacja ulegnie poprawie. Nie uległa, ani po prysznicu ani po przyodziewku więc drogę do biura spędziłam moknąc i obiecując sobie, że na jutro zabezpieczę się kupując parasol. Yep, nie mam w domu parasola. Taki ze mnie zgrywus bo przyznać trzeba, że nieposiadanie parasola w Polsce  jest wyrazem pewnej nonszalancji, odwagi, żeby nie powiedzieć, lekkomyślności. Niecierpię parasoli. Niecierpię tych małych, tanich, które wprawdzie mają tę zaletę, że składają się i da się je schować do torby, ale łamią sie przy pierwszym, silniejszym podmuchu wiatru. Niecierpię tych dużych, tak zwanych, porządnych, które są niemal niezniszczalne, ale weź to teraz noś pod pachą przez cały dzień chociaż samego deszczu będzie na dziesięć minut. No nie opłaca się. Niecierpię parasoli, ale byłam gotowa nabyć jeden z nich, żeby uniknąć podobnie przechlapanego poranka. I kiedy wieczorem stanęłam przed wyborem,  duży, nierozkładany, przeźroczysty za dwadzieścia złotych (podejrzane) i czarny, z drewnianą rączką, za złotych czterdzieści, oba prosto z najnowszej kolekcji lato-jesień by Oszą, to ja, będę z wami szczera, ja po prostu nie potrafiłam się zdecydować. Moje kobiece „kurde, gdyby zamiast czarnego była jakaś szarość, albo chociaż podrowy róż” oraz „ta plastikowa rączka wygląda tandetnie, no, ale czego się spodziewać za dwadzieścia złotych” wygrały z lękiem o to, co będzie jutro. I tak, następnego ranka, ledwo żywa, z zapchanym nosem  i głosem Doroty Stalińskiej, zwlekłam się z łóżka. Za oknem działo się zło. Za*&^ście, zadumałam się, tym razem jednak z poczuciem wewnętrznego spokoju i sprawstwa, wszak, wiedziałam co być może i samodzielnie podjęłam dezycję o ryzyku. I wyszłam na deszcz, w kurtce z kapturem, ładnej, granatowej,  trochę cienkiej, ale pasującej do butów.

You Might Also Like

  • Dominika W.

    Nienawidzę parasoli tak samo. Dzisiaj jednak pogoda nie dość że zmusiła mnie do powrotu i przebrania się po przemoknięciu do ostatniej niteczki, to zmusiła także do pożyczenia parasola…

    • No to uważaj bo parasole lubią się gubić. Niby duże toto, ale wiesz.

  • Klaudia

    Mam to samooooo!! Nienawidzę parasoli.. wleh!

    • No widzisz, a moja niedoszła mother in law zawsze patrzy na mnie z politowaniem jak chce pożyczyć, a ja mówię, że ni ma i nie będzie. Ludzie nas nie rozumieją. Niezrozumiani przez świat, przemoknięci, bez parasoli, mamy tylko siebie.