Życiowe

Dlaczego przez 10 lat unikałam fryzjera

ide do fryzjera

Może dla większości kobiet wizyta u fryzjera to najbardziej relaksująca rzecz na świecie. Ten masaż głowy przy myciu, te pachnące odżywki, delikatny dotyk dłoni stylisty. Cóż, nie podzielam zachwytu. Przynajmniej nie do końca.

Wprawdzie uwielbiam kiedy ktoś bawi się moimi włosami (i całe szczęście mam dziecko, które robi to co wieczór zasypiając), jednak dziesięć lat temu przeżyłam traumę.

Nieludzka przygoda łódzka

Studiowałam wtedy w Łodzi. Pani fryzjerka miała za zadanie wyratowanie mojego koloru włosów, które zamiast średniego blondu, jak to było napisane na opakowaniu, wyszły niemalże czarne nadając mi lico czarownicy z niedoborem żelaza. Zanim trafiłam do jej zakładu, już kilku innych fryzjerów odmówiło mi pomocy twierdząc, że kolor jest zbyt ciemny by rozjaśnić go podczas jednej sesji. Ale nie ze mną takie numery, o nie. Ja chodziłam, szukałam, pytałam, aż znalazłam taką odważną co mi włosy rozjaśnić się zgodziła. Co tam popalone końcówki, co tam gumowe kosmyki, musiałam pozbyć się czerni i to nawet, muszę sprawiedliwie napisać, się udało. Wtem. Już prawie na odchodne, pani fryzjerka w swej dobrotliwości zasugerowała, że delikatnie wycieniuje mi najmocniej popalone kłaki. Zgodziłam się.

Okłamała mnie.

To miały być milimetry. Poszło w grube centymetry. I tak stałam się dziewczyną z pazurkami. Moje czoło, zamiast swobodnie opadającej grzywki, zdobiły małe, wyrzępione przykurcze jakby smutno chciały zaśpiewać: mało nas, mało nas do pieczenia chleba. Na moje przerażone spojrzenie, pani psiknęła wodą, przyklepała kurdupelki palcami i z radością zauważyła, że pazurki schowały się pod warstwę włosów. Po dwóch sekundach wróciły na swoje miejsce, a ja znowu wyglądałam jak mały ptaszek Tweetie.

Nigdy więcej

Od tamtego czasu nie byłam u fryzjera. Włosy obcinałam sobie sama. Wychodziło różnie, ale nigdy nie wyrządziłam sobie takiej krzywdy, jaką wyrządziła mi pani od pazurków. Przez dziesięć lat. Do października 2016 kiedy prawie jej dorównałam. To wlaśnie dlatego, po dekadzie, jutro wybiorę się do fryzjera. Wspominałam o tym na Facebooku.

Co to jest kompromis.
Aktualnie tkwię w stanie żałoby po fatalnym w skutkach cięciu włosów. Wczoraj rozmawiamy sobie w domu, wszystko fajnie, ale widzę, że rozmówca przygląda mi się i w końcu mówi:
– Mam taki pomysł, wybierz sobie najlepszego fryzjera w Warszawie i się do niego zapisz, ja stawiam.
I teraz nie wiem. Ucieszyć się czy jednak strzelić focha? Otóż kompromis będzie wtedy, kiedy z radością pójdę do fryzjera, ale w ramach focha wybiorę najdroższego.

Fryzjer wybrany

Godzina zero wybije w środę wieczorem. Z jednej strony, nie mam nic do stracenia. Jak uznał mój mężczyzna wspierający inaczej: hej, przecież nie może być już gorzej. Z drugiej, boję się kilku rzeczy.

Pazurków

To będzie pierwsze hasło, jakie padnie zaraz po dzień dobry. No more pazurki in my life.

-Dzień dobry, co mogę dla Pani zro…
-Byle nie pazurki!
-Spokojnie, proszę się zrelaksować
-Nie, pazurki nie!

Może dostanę zniżkę za brak poczytalności?

Krótkich włosów

Grunt, to zachować ich na tyle, żeby móc jakkolwiek spiąć w razie klęski. Ostatni raz krótkie włosy miałam w liceum w roku, w którym Jennifer Lopez śpiewała Waiting for tonight czyli szesnaście (mój Boże) lat temu. Z długą, wyciągniętą szyją i krótką czupryną, na zdjęciu klasowym wyglądam jak Struś Pędziwiatr.  Nie wiem co zaproponuje mi fryzjer, szykuję się psychicznie na krótsze włosy, ale nie chcę hasztagować się na instagramie #jestęstrusię.

Dziwnego koloru

Chciałabym spróbować z koloryzacją bo od lat mam naturalne włosy i trochę mnie to już nudzi. Pierwszy siwy włos też mam już dawno za sobą. Zdam się na sugestię stylisty. Byle nie czarne, to przywołuje bolesne wspomnienia.

Ceny

Żartowałam. Przecież to nie ja płacę :-)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like

  • Pingback: Fryzjer w Warszawie. Metamorfoza, z długich na krótkie - Gburrek()

  • Ania

    Hej! No całkowicie Cię rozumiem. Ja też wiele, wiele lat żyłam w stresie pourazowym – konkretnie po cięciu na tzw. Martikę – setki lat temu to było ale uraz pozostał. Moim problemem było to, że nie umiałam się w żaden sposób zachować asertywnie w salonie fryzjerskim. Brałam to co dawali i udawałam szczęśliwą. Jak rezultat mi się nie podobał to siedziałam cicho jak myszka a potem w domu w bek…Jak po koloryzacji włosy były zniszczone to udawałam, że nie widzę suchego siana a potem miesiącami walczyłam z kołtunem i radziłam sobie odżywkami, chlipałam w kąciku a przy następnej wizycie mówiłam, że ostatnio było ok…No nie wiem czemu ale tak na mnie działały wizyty u fryzjera! W końcu zaczęłam wyciągać wnioski, przekładać je na real i teraz idę na luzaka. Siadam i mówię przyjaźnie ale stanowczo ” Proszę Pani chcę prosić o delikatne odświeżenie fryzury. Bez utraty centymetrów. Bez cieniowania. Bez pazurków. Bez degażowania. Proszę ciąć dokładnie po konturze aktualnej fryzury. Moje włosy są proste jak drut. Nie falują się ani od wilgoci ani od lokówki. Moje włosy są cienkie jak nitka i sypkie jak mąka. Więc żadnego cieniowania ni pazurkowania bo od tego również ich nie przybędzie a wizualnie będą jeszcze bliżej skóry, czyli placek. Moje włosy rosną baaaaardzo powoli – proszę więc ciąć po 0,5 cm i pytać mnie czy już czy wystarczy przed kolejnym przyłożeniem nożyczek. Po obcięciu i wysuszeniu włosów proszę dać mi chwilę na obejrzenie się, nim przystąpi Pani do wykończenia fryzury (ten final cut zazwyczaj kończył się opchapaniem kolejnych 2-3 cm!!!). No i na koniec dodaję, że ja nie układam włosów ani na szczotkę, ani na lakier, etc. więc proszę ciąć tak aby nie wymagały tego. Aby mieć pełen komfort od razu mówię także, że lubię wodę chłodną, nie lubię brutalnego mycia i jak będzie koloryzacja to nie zamierzam podawać miseczki, pędzelka, itp. do będę czytać sobie. Odkąd wyszła ze mnie taka kliencka suczka zawsze wychodzę co najmniej zadowolona a nierzadko bardzo zadowolona. Myślę, że istotne jest aby samemu określić jakiego typu zachowania mają Twoje włosy (sypki, cienkie, gęste, kręcące, płaskie, puszące się, itp.) i od razu to powiedzieć, bo jednak fryzjer wie jakiego typu techniki cięć dla jakich włosów aby z nich wydobyć max urody. Druga sprawa, że subiektywnie coś nam się podoba a coś wydaje nam się fe i to też trzeba mówić wprost. Dasz radę!

    • Hej! Wiesz co, ja to nawet myślę, że Twoja rada i filozofia zarazem to nie tylko sprawdzi się u fryzjera, ale i w ogóle, w życiu :-) Asertywność i mówienie wprost o swoich oczekiwaniach. Tylko jest jedno „ale”, trzeba wiedzieć czego się chce :-D