Mama

Korpo. Rozmowy podczas lunchu

rozmowy lunch

Komunikacja. Nieprawidłowa – przyczyna nieporozumień. Prawidłowa – budulec relacji, również tych zawodowych czyli z klientem, z poddanymi, tfu, wróć, z podwładnymi i z współpracownikami. Zaobserwować ją można na piśmie, mówimy wtedy o korpo mailach zwanych również dupochronami czy podkładkami, oraz w formie oralnej. Skupmy się na tej drugiej. Zbliża się godzina dwunasta, wkrótce korposzczury poczują małego głoda. I tu zaczyna się cała zabawa.

Najpierw, nieśmiało

– Głodna się robię.
– No, i mi coś zaczyna burczeć w brzuchu.
– To, co o dwunastej idziemy jeść?
– Dobrze.

Można i tak. Ale po co jak można ciekawiej.

– Głodna się robię.
– No, i mi coś zaczyna burczeć w brzuchu.
– To co, o dwunastej idziemy jeść?
-Hmmmmm, a może o dwunastej trzydzieści, żebym jeszcze trochę zgłodniała?
– Kurde, no nie wiem czy wytrzymam, na śniadanie zjadłam tylko sezamki do kawy.
– A masz swoje jedzenie czy idziesz kupić?
– Mam swoje.
– A ja muszę kupić, to ja wyjdę o 12:15 kupić obiad i spotkamy się o 12:30 w kuchni.
– Dużej czy małej?
– Małej.
– A jak już idziesz po obiad to może dokupisz mi zupkę, co? Będzie na później.
– Jaką?
– Najlepiej ogórkową, ale jak nie będzie to grzybową, ale jak nie będzie to krem z groszku, ale w sumie to obojętnie.

 Pięć minut później.

– Wiesz, jednak nie kupuj mi tej zupy.

(Będzie na orzeszki w karmelu z maszyny).

Rozmowy podczas lunchu

A kiedy juz jesteś w kuchni, nie zawsze masz wpływ na towarzystwo. Czasami rozmowa toczy się sama, a czasami jest jakoś tak, no, sztywno. Ale przecież głupio siedzieć po cichu w jednej kuchni, w końcu pracujecie ze sobą od kilku lat i powinna być między wami jaka taka więź, a przynajmniej jedna, minimalnie wspólna życiowa sfera, o której możnaby zamienić kilka słów do kotleta. Tu znane są różne strategie, ale moje ulubione są te dwie.

Startegia na „co jesz?”

Kiedy już zasiądziecie do stołu, opadnie kurz po wkładaniu i wyciąganiu talerzy z mikrofalówki, a  wszyscy przeproszą się wzajemnie po pięciokroć za to, że stoją blokując szufladę ze sztućcami, to wtedy sorry, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: nie możemy już dłużej robić sztucznego zamieszania i musimy po prostu ze sobą poobcować. Demit. Na szczęście jest jedna rzecz, która nas łączy – wszyscy jemy. I to jest najlepszy punkt zaczepienia.

– O, jakie ładne, co to?
– Zapiekanka z kiełbasą.
– Super, sama robiłaś?
– Nie, kupiłam u Pana Kanapki.
– Acha.

Grunt to zacząć, potem jakoś leci.

Strategia na kozła ofiarnego

Są dwa rodzaje lunchowej ofiary: aktywna i pasywna.

Kiedy znajdujemy się na niewielkiej przestrzeni w kilka osób, jakoś tak dziwnie jest siedzieć i milczeć. Na szczęście zawsze znajdzie się najsłabsze ogniwo, które nie zniesie tego stanu rzeczy psychicznie i przemówi. A jak już przemówi to niech później niesie ten krzyż. To jest ofiara aktywna.

Ofiara pasywna jest natomiast wtedy kiedy dana osoba czymś się wyróżnia, na przykład jest w ciąży, albo ma bark w gipsie. Tym samym, jej stan staje się zapalnikiem wymiany zdań. Możliwości jest mnóstwo, od „jak się czujesz”, „czy masz nudności” po „czy zapach mojego śledzia  nie za bardzo drażni ci nozdrza”. Potem samo leci. Po raz kolejny jesteśmy uratowani.

Amciu

I kto powiedział, że Polacy nie mają kultury wspólnych posiłów? Bzdury jakieś. Pozdrawiam wszystkich, z którymi jem korpo obiadki, wiem, że mnie czytacie. Marcin, nie wysyłaj mi więcej zaproszenia w Outlooku o treści „Amciu”, jesteś juz ojcem, na Boga! Emmanuel, ty to tak po polsku jak, ja po francusku, pewnie dlatego tak dobrze się dogadujemy. Do zobaczenia w małej kuchni.

Zapisz

You Might Also Like

  • Nienienie ;) jak jeszcze pracowałam z ludźmi wolałam nic nie zjeść niż iść jeść z kimkolwiek ;) najlepiej gdzieś samemu,, bez konieczności interakcji z ludźmi ;)

  • Sroris

    Aż dziw, że nie ma wzmianki o ciszy przerywanej wejściem osoby trzeciej tudzież rozmowy zmąconej przez trzecią osobę. Radość w obu wypadkach, czasem śmieszność też.

    • Haha, celna uwaga Sroris :D