życiowe

„Katolicyzm” po polsku. Jak zostaliśmy zaatakowani w centrum Warszawy w Cafe Foksal

Tekst jest krytyką postawy nietolerancji, nie zaś wyznania (tytułowe słowo katolik zostało celowo wzięte w cudzysłów).

Barmanka: „Jestem katoliczką. Idźcie rozmawiać o Żydach gdzie indziej”

Kilka godzin wcześniej przywitaliśmy z partnerem i inną parą Nowy Rok. Siedzieliśmy w czwórkę za barem przypadkowo wybranego pubu i rozmawialiśmy, czasami wstawaliśmy, żeby zatańczyć. Rodzina jednego z nas od wielu lat mieszka w Izraelu i dzień przed opisywanym wydarzeniem nasz przyjaciel właśnie stamtąd wrócił. Prywatna rozmowa, nie oscylująca wokół kontrowersji, tematyki politycznej, ani religijnej, naturalnie potoczyła się w kierunku żydostwa. Kiedy z ust kolegi padły słowa, że znanych mu Żydów ceni za ich pracowitość, zaatakowano nas po raz pierwszy. Na razie słownie. – Możecie rozmawiać sobie gdzieś indziej na takie tematy? Ja jestem katoliczką i sobie nie życzę! – krzyknęła do nas barmanka, która przez ostatnią godzinę obsługiwała naszą grupę bez najmniejszego zgrzytu. Oniemieliśmy. Spojrzeliśmy po sobie z niedowierzaniem, ale nie chcąc psuć reszty wieczoru odpowiedzieliśmy, że rozmowa jest prywatna, nikogo w niej nie obrażamy także uwagę mamy zamiar uznać za niebyłą. To nie spodobało się pani zza baru. Zażądała, żebyśmy opuścili lokal. Nie mieliśmy takiego zamiaru. Rozgniewana kobieta zaczęła nas obrażać -„Leczcie się na głowę!”, „Zapraszam na Sobieskiego!” (przyp. Warszawski Instytut Psychiatrii), „Lećcie do Michnika!”. Kiedy zażądaliśmy zmiany tonu, zagroziła wyprowadzeniem z lokalu i wezwaniem policji. Nie zrobiła tego, za to przy barze pojawili się jej koledzy. Wywiązała się bójka. Widząc jak mój partner jest duszony, chwyciłam za telefon i wybierając numer 112 podbiegłam do stolika obok prosząc o nazwę i adres lokalu. Klientami pubu o tej porze okazali się jednak głównie znajomi barmanki (później słyszałam jak wołają ją po imieniu), którzy… uśmiechając się ironicznie odpowiedzieli – A skąd mamy wiedzieć?

Jeśli myślisz, że ciebie to nie dotyczy

Wybiegłam na zewnątrz, odczytałam adres i wezwałam policję. Po kilku minutach moi bliscy wyszli z lokalu pobici. Policja przyjechała po trzydziestu minutach.

To wydarzenie uświadomiło mi kilka smutnych prawd, które do tej pory, wydawało mi się, że mnie nie dotyczą.

– We własnym kraju, w miejscu publicznym, mogę zostać zaatakowana za prywatne, nieagresywne, nieobraźliwe dla nikogo poglądy, wypowiedziane podczas prywatnej rozmowy.
– Mogę wezwać policję, ale zanim przyjedzie, mogę stracić zdrowie.
– Mam powody martwić się o przyszłość mojego dziecka. Bo co jeśli w tak rozumiejącym katolicyzm społeczeństwie przyjdzie mu dorastać.

Zdjęcie: tripadvisor.pl

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like