Mama

Historia Kopciuszka. Jestem mamą po trzydziestce i odpadam z imprezy o północy

mama-po-trzydziestce

Ach, co to były za plany! Koleżanki z czasów, kiedy świeżo po studiach pracowało się za tyle, że dziś nie starczyłoby na ratę za dom zapowiedziały swój przyjazd. Nie jest to proste kiedy każda z nas mieszka nie tylko w innym mieście, ale i jedna z nas – na innym kontynencie. No, ale udało się. Przyszedł ten dzień. Już przebieram nogami, już nie mogę się doczekać jak będzie wspaniale, jak wspólnie, niczym za dawnych lat, przygotujemy kolację, postawimy na stole wino i zapomnimy się w rozmowie do świtu. Coś sie jednak przez te kilka lat zmieniło.

Nie zdążyłam być w Tokio i w Paryżu. Ale zdążyłam zostać mamą.

Jeśli jesteś rodzicem to wiesz, a jeżeli nie jesteś to się nastaw, że każde dziecko rodzi się z wbudowanym czujnikiem odwrotnej proporcji. Oznacza to, że im bardziej sytuacja wymagałaby tego, by były grzeczne, tym mniej grzeczne będą. Tak było też tym razem. Maluch szalał. O godzinie, o której normalnie spałby, tarzał się po podłodze, a znalazłszy się w łóżku głośno domagał się, żeby to nie tata, ale mama utuliła go do snu. Czego nie robi się dla dziecka! (i świętego spokoju). Poszłam. Poczytałam. Zasnęłam. Kiedy ocucili mnie bo inaczej określić się nie da stanu w jakim wybudzasz się z takiej wieczornej drzemki, wróciłam do stołu, ale chociaż całą sobą chciałam żywo uczestniczyć w spotkaniu, na które tyle czekałam, na które nastawiałam się optymistycznie przez ostatnie tygodnie mając w pamięci nasze babskie wieczory, w końcu, w trakcie imprezy, zasnęłam na kanapie. Ostatnie, mgliste wspomnienie to przeprowadzona na mnie weryfikacja. On pyta mnie czy śpię. Ja zaprzeczam. On pyta: w takim razie o czym rozmawiamy. Tu organizm przestał walczyć. Dali mi odejść.

Moje życie z bajki

Gdybym miała porównać moje imprezy kiedyś i dziś, szłoby to tak. Kiedyś impreza składała się z trzech etapów: rozgrzewki, części właściwej i aftera. Dzisiaj to, co kiedyś było rozgrzewką staje się częścią właściwą, a o dwunastej zawijam pantofelki. Taki ze mnie Kopciuszek. Kapciuszek. Stary kapeć właściwie. Zmutowany ze Śpiącą królewną.

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like

  • Moje imprezy też już całkowicie inaczej wyglądają, hehe :-) Wydaje mi się, że to głównie przez nastawienie, niektórzy po 30 wciąż lubią do rana balować:)

    • Wczoraj byłam na domówce. Typowo babskie spotkanie. Odpłynęłam praktycznie przy stole jakoś między 23, a północą :-)

  • Znam takie historie, ale tylko z opowiadań. Szacunek dla Ciebie i wszystkich mam – ja nie mam w sobie tyle samozaparcia i cierpliwości, żeby nią zostać.
    W każdym razie nie martw się – ja też, mimo braku potomka i podobnego wieku, po „rozgrzewce” zazwyczaj zasypiam. Starość nie radość ;) .

    • Dziękuję, cierpliwość przychodzi naturalnie, ale tylko wobec dziecka, ludzie dalej mnie wnerwiaja ;-)

  • skusił mnie tytuł bo ja za rok będę mogła mówic, że jestem przed czterdziestka a tak sie złozyło, że moje dziewczynki maja 23 miesiące i 7 miesięcy… Czuje się jak nastolatka ;-) a co do zawijania kity przed północa to robie tak na wszystkich zabawach sylwestrowych od kiedy przekroczyłam ćwierćwiecze….
    a tak by the way ze znajomych pierwsza mam dziecko więc niedługo będe najmłodszą mamą w towarzystwie :-)

    • Wow, to masz dwa maluchy w domu! Widzisz, ja też chciałabym jeszcze jedno, może bardziej przed czterdziestką właśnie ;-) Co do zawijania kity to zrobiłam się przez ostatnie lata takim domatorem, że najlepiej mi przy kominku, ewentualnie gdzieś latem w ogrodzie, albo w kawiarni. Chociaż nie, dzisiaj po pracy poszłam ze znajomymi do tajskiej knajpy (nie wiem czy mieszkasz w Warszawie, ale jeśli tak, mogę polecić) , wyczyn, teraz mogę znowu przez miesiąc nigdzie nie chodzić ;-)

  • Nigdy nie patrzyłam na siebie jak na Kopciszka, który znika o 12 do krainy snów :) (choć mam tak samo). Zawsze powtarzałam, że Kopciuszek nie prosiła o księcia, tylko o ładną kieckę i wolny wieczór :)

    • Kiecka też by się przydała, akurat wyprzedaże się kończą. Brzmi jak plan!

  • Ja jestem mamą przed trzydziestką a i tak zwijam pantofelki przed północą. Właściwie to się nawet boję iśc na jakieś wesele, o bawić się będe przednio i może z racji decybeli nie przytne komara przy stole i wytrzymam do rana ale jak wrócę i bede chciała połozyc sie spać, wstana moje dzieci gotowe do boju i żadna babcia im nie wytłumaczy że mama jest niedysponowana. I ja jedną taką noc odsypiac będę dwa miesiące. Po co to na co to…

    • Co nie? To się wręcz nie kalkuluje, z żadnej strony, ale one kiedyś dorosną, a my odżyjemy towarzysko (albo i nie :P).

  • Ania

    Karolina, nie napisałam Ci wcześniej ale ja w tym roku będę po 40stce. Dzieciaki 1,5 i 4,5 także na bank nie jesteś mamą-starym kapciem, bo wtedy ja musiałabym być mamą-bamboszem a nie jestem! Więc zapewniam Cię, że jesteśmy odpowiednio młode, odpowiednio piękne i w ogóle odpowiednie.

    • To kiedy ta okrągła data? Impreza będzie? :-)

  • Ania

    Hej! Skąd ja to znam! Mam podobnie. Ale wiesz, po obserwacjach na sobie samej wydaje mi się, że to zjawisko odpadania z imprezy w porze wieczorynki jest ściśle skorelowane z odległością (mierzoną w km) od domu a w zasadzie od dziecka/dzieci się tam znajdujących. I ma związek z planami dnia następnego.
    U nas jest tak: jeśli spotkanie/mini imprezka odbywa się u nas w domu to na bank nie czuję klimatu specjalnie i na pewno odlecę towarzysko tuż przed 22. A czemu? Bo wkoło otaczają mnie widoki i zapachy, które nieustannie łechcą moje macierzyńskie instynkty (zabawki upchnięte na szafie tuż przed przyjściem gości, stoliczek Mammut w kuchni, fotografie dzieci na ścianach, zapach płynu Johnson’s 3 w 1 w łazience), mam świadomość że dzieci są niedaleko i w każdej chwili mogą mnie potrzebować. Psychika automatycznie pacyfikuje we mnie kocicę/kobietę imprezową/duszę towarzystwa i utrzymuje mnie w trybie mamma. Mieszkając w domu, większym niż mieszkanie, możemy pozwolić sobie na więcej luzu i decybeli bo dzieci śpią na górze, ale natury nie oszukasz :-)

    Imprezy/wyjścia/, które odbywały się poza naszym domem i na dodatek mieliśmy umówioną całonocną opiekę do dzieci a więc szliśmy na zabawę z perspektywą, ze pośpimy choć do 9 rano, skalą natężenia zabawy rzekłabym dorównywały a nawet przebijały czasy studenckie! Syndrom psa puszczonego z łańcucha? Chyba nie, raczej empirycznie sprawdzona wiedza, że żyje się raz i carpe diem!

    Także ja postrzegałabym to w kategoriach związku z okolicznościami bo duch przecież w nas młody!

    • Ania, szacunek za analizę, wszystko się zgadza i skłonna jestem uznać nawet, że to wszystko, co się stało, a o czym wstyd w ogóle wspominać to nie do końca moja wina, a wina okoliczności i ludzkiej psychiki. Lżej mi, dzięki :-)