Lifestyle

Jacy są faceci na Tinderze. Komentarz do „Całego syfu świata” Zuzanny Kowner

Zuzanna Kowner Tinder

„W październiku założyłam konto na Tinderze. Zrobiłam to, żeby umawiać się na seks. Niezobowiązujący i jednorazowy” – tak zaczyna się tekst Zuzanny Kowner „Cały syf świata”, który do przeczytania podsunął mi czytelnik (dziękuję!). 38-letnia autorka, singielka, opowiada w o swoich doświadczeniach związanych z Tinderem, za pośrednictwem którego na przestrzeni ośmiu tygodni umawiała się na seks z nieznajomymi. Tekst Zuzanny Kower jest jednak czymś więcej niż relacją z jej życia intymnego. To przede wszystkim zbiór społecznych obserwacji i dowód na to, że XXI wiek nie pociąga za sobą nowoczesnego postrzegania kobiet.

Jesteśmy kobietami.

Partnerkami, nie psychoterapeutkami,

Wolność, by się nie angażować, okazała się dobrobytem. Wolność od pracy emocjonalnej. Od zgadywania czyichś stanów i potrzeb, ubierania ich w słowa, prób wychodzenia im na przeciw. Od dbania o dobrostan psychiczny partnera bardziej, niż on sam skłonny byłby to robić. Od pielęgnowania relacji niczym grządki w ogródku, czego nauczone są kobiety, mężczyźni nauczeni są zaś, że „samo się zrobi”.

Te wszystkie książki „psychologiczne” o tym, jak ratować związek, jak rozmawiać z partnerem, jak być kochanym – to lektury, które kupują głównie kobiety. Jest taka pozycja – „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy”. Niewiele później, ta sama autorka wydała jej drugą część „Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy”. Oba poradniki, które, mówiąc oględnie, mówią jak upolować męża, stały się bestsellerami. Zgadnij dlaczego. Kobiety starają się bardziej (za bardzo?). Nie dziwię się autorce, że miała dość. Przyzwyczajenie mężczyzn, że jesteśmy tymi, które czekają na telefon/rozmowę/pierścionek (niepotrzebne skreślić), jest mocno ugruntowane. Jak można przeczytać w relacji autorki, pisząc na Tinderze, że nie szuka związku, za każdym razem spotykała się z męskim niedowierzaniem.

nie służkami.

Zuzanna Kowner szybko zauważyła, że również w łóżku, mężczyzna wchodzi w rolę tego, któremu należy nadskakiwać.

Umówiłam się z pewną parą. Szybko okazało się, że ona w ogóle nie jest mną zainteresowana. W efekcie rzekomy trójkąt przebiegał wedle scenariusza pseudo-lesbijskich pornosów dla mężczyzn: dwie kobiety obsługują jednego mężczyznę. Zrezygnowałam w trakcie (…) Co oni sobie myśleli? Że będziemy się bawić w dwie służące jednego pana, w dodatku pod moim dachem.

Zresztą, wystarczy wejść do jakiegokolwiek sklepu z bielizną. Koronki, prześwity, pasy, maski, falbanki, kostiumy, gorsety i majtki z jakiegoś cholernego sznurka po jednej i męskie gacie w trzech kolorach po drugiej stronie. Roszczeniowe podejście niektórzy panowie z Tindera ujawniali już na wstępie, w opisie zamieszczając hasła: „Zaskocz mnie” albo „Zaimponuj mi”. Autorka nazwała ich Egzaminatorami. Oni po prostu są i to wystarczy. Trochę jak facet z kawału, w którym pijak podchodzi do kobiety przy barze i wycedza przez zęby: Podobasz mi się, nie spier**l tego. Aż cała drżę z podniecenia na myśl o tych wszystkich rzeczach, które mogę dla ciebie zrobić! I, zapomniałabym, dziękuję za szansę.

https://moveforchangebkculturejam.files.wordpress.com/2016/08/protest-shit.jpg

Zdjęcie: Brooklyn Culture Jammers

Stawiasz granice? Wow, jaka z ciebie dominująca kobieta!

Tinder przypomniał mi, że mężczyźni nie są przyzwyczajeni do stawiania im przez kobiety granic. A tym bardziej do granic tych szanowania. Moje stawianie granic było często komentowane jako eksces. Zaskakiwało. Wywoływało reakcje, z którymi nie spotkałby się żaden mężczyzna komunikujący dokładnie to samo. Jeden z moich tinderowych rozmówców zapytał, czy możemy przejść na Watsapp. „Better here” – odpisałam. A on na to: „Dominant woman. I like it!”. „Możemy mieć fajny czas, dopóki szanujesz moją prywatność” – napisał inny. Kiedy odpisałam: „I dopóki ty szanujesz moją”, zareagował: „Zasadnicza jesteś!”.

Niespodzianka, mamy własne zdanie. Tylko prawdą jest, że zwykle mamy też większe opory w wyrażaniu go wprost. Ciężej przychodzi nam również podejmowanie decyzji (mówi się „podejmować męską decyzję”) i egzekwowanie. Osobiście, sama mam z tym problem. Może to wynikać z tego, że według psychologów kobiety są bardziej nastawione na dbanie o dobrą atmosferę i bardziej narażone na odczuwanie poczucia winy, na przykład jeśli powiedzą coś, co nie zostanie dobrze przyjęte przez rozmówcę. Może warto zacząć „podejmować kobiece decyzje”?

Kobiety są oceniane surowiej niż mężczyźni

Mężczyźni, którzy chcą mieć seks z wieloma kobietami, nie są oceniani jako „ku**wy” i nie grozi im z tego powodu ani wizerunkowe, ani fizyczne niebezpieczeństwo. Kobiety, które chcą mieć seks z wieloma mężczyznami, narażone są na jedno i drugie. Podwójne standardy sprawiają także, że piszę ten tekst pod nieswoim nazwiskiem (…) Gdybym była naukowcem, prawdopodobnie mogłabym przekuć swojego Tindera w etnograficzny sukces obserwacji uczestniczącej. Ale ja nie jestem naukowcem, tylko naukowczynią.

Nie oceniam Zuzanny, jesteśmy różne, ale utożsamiam się z nią jako kobieta. Mnie też frustruje to jak jesteśmy postrzegane, zresztą, nie bez naszej winy („Choć lubimy myśleć o sobie jak o wyemancypowanych i wolnych, tkwimy ciągle w klatce dla kobiet”). Weźmy się w garść. Jeśli my to zrobimy, zrobią to też panowie. Po prostu nie będą mieli wyjścia.

Tekst Zuzanny Kowner można przeczytać w całości na stronie Mała Kultura Współczesna, do czego gorąco zachęcam. Ja przeczytałam jednym tchem i chętnie dowiem się jak wy go odbieracie. Stał się inspiracją dla tekstu roku 2016 Wysokich Obcasów Agnieszki Graff „Seks bez miłości”.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like

  • Tamten tekst przeczytałam jednym tchem. Oczywiście Twój też ;)

    Decyzje są dobre lub złe, zdecydowane lub wątpliwe. Decyzja nie zna płci. Dlatego nienawidzę stwierdzenia „podjąć męską decyzję”. Co do kobiecej fikuśnej bielizny, to z jednej strony się zgadzam, ale z drugiej – w tej kwestii nie dążyłabym na siłę do „równouprawnienia”. Prędzej posikałabym się ze śmiechu, jakbym zobaczyła faceta „w fikuśnej, seksownej” bieliźnie a la trąba słonia w wiadomym miejscu, niż bym się podnieciła ;)

    • Faceta w stringach nie chcę, ale w ramach równouprawnienia od kobiet też można by się nieco odczepić w tym temacie. Oni na lenia to i my! ;-)