Korpomama Mama

Trzy rady, które dałabym dwudziestoletniej sobie

Jeden z powracających motywów podczas rozmów z innymi mamami to: co miałyśmy na myśli mówiąc w erze przed dziećmi, że jesteśmy zmęczone? Nie wiadomo. Te i inne kwestie chętnie wyjaśniłabym sama ze sobą gdybym miała możliwość cofnięcia się o dziesięć lat.

You know nothing, Jon Snow. Zmęczenie

Chociaż nie miałam dziecka, ani nie pracowałam w kopalni, nie raz zdarzyło mi się wzdychać: jaka ja jestem zmęczona! Najprawdopodobniej były to sytuacje, kiedy musiałam wstać o ósmej, posprzątać, albo przyjść do pracy. Po prostu straszne. I teraz tak sobie dumam, skoro od dwóch lat nawet w weekend wstaję przed siódmą, a po pracy wracam do domu, w którym czekam mnie … praca (chociaż też dużo miłości) to najwyższa pora zadać sobie jedno ważne pytanie – czym ja, k^&wa byłam wtedy zmęczona?!

Wolność. Korzystałabym

Uwielbiam być mamą, ale czas przed założeniem rodziny miał jedną, bardzo fajną cechę. Był okresem wolności i (prawie) nieograniczonych możliwości. Dekadę pomiędzy dwudziestym, a trzydziestym rokiem życia wspominam teraz tak: jeżeli czegoś nie zrobiłam to nie dlatego, że nie mogłam tylko dlatego, że albo nie chciało mi się, albo brakowało mi wiary w siebie i bałam się podejmowania decyzji. Co za bulszit kiedy masz dwadzieścia lat. Na przykład, będąc na studiach nie zdecydowałam się na wymianę międzynarodową bo obawiałam się, że mój związek tego nie przetrwa. Niestety, nawet nie mogę powiedzieć, że dokonując wyboru byłam pod wpływem narkotyków.

Stawiałabym na siebie i lżej podchodziła do wielkich miłości

Gdybym spotkała siebie sprzed dekady nakazałabym sobie towarzysko wyluzować. Chill babo, co ma być, to będzie.  Skupiłabym się na sobie i na przyjaźniach, a związki traktowała lżej, jako dodatek do mojego życia, a nie jego oś. Prawdopodobnie też nie posłuchałabym tej rady bo oczekiwanie rozsądku od zakochanej dwudziestolatki to jednak galopująca fantazja. Na szczęście, z wiekiem zmądrzałam.

Teraz jestem mamą księcia. Niegodziwością byłoby celować w stajennego, zamiast w króla :-)

Zapisz

Zapisz

You Might Also Like

  • Mogę powiedzieć, że „wiem o czym mówisz”, tylko patrząc na doświadczenie moich koleżanek. Wśród moich znajomych zaczął się własnie etap rodzenia już drugich, czy nawet trzecich dzieci. Czwartych, w „ekstremalnych” przypadkach ;)

    U mnie to się od lat nie zmienia – nie chcę mieć dzieci. Pamiętam, że moje koleżanki już w podstawówce mówiły, że chcą dzidziusia. Było to dla mnie niezrozumiałe i w jakimś stopniu jest niezrozumiałe nadal. Myślałam, że „przyjdzie taki wiek” albo, że „trzeba trafić na odpowiedniego faceta”. Ale nie, u mnie się to nie sprawdza. Przynajmniej „jak na razie”.

    Nie zmienia to faktu, że matki ogromnie podziwiam i szanuję. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, co jest ze mną, że tak bardzo nie chcę mieć dzieci. Bez napinki, bez presji społecznej (tylko mama czasem szepnie, że ona chce już wnuki) i na pewno chodzi częściowo o tą wolność i zmęczenie. Wolność jest dla mnie wartością nadrzędną w życiu. Chyba nie potrafiłabym się nią „dzielić”, to pierwsza sprawa. Druga sprawa, to to, że jestem osobą bardzo eksperymentującą, poszukującą. Ja konsekwencje tych poszukiwań mogę ponosić – ale moje dzieci absolutnie by nie mogły. Dzisiaj Warszawa, jutro Gdańsk, pojutrze Kraków. Za tydzień Berlin? Tajlandia? Spacer w środku nocy? Spontaniczny wypad za miasto? Dla mnie okej, ale dla maluszka już nie bardzo.

    • Dopóki sama nie zostałam mamą, nie pałałam miłością do dzieci. Do tego stopnia, że kiedy bliska osoba z rodziny urodziła córeczkę i ktoś pytał czy chcę wziąć małą na ręce to wiesz, nie bardzo, chociaż sama już wtedy byłam w ciąży. Wszystko się zmieniło diametralnie od kiedy jest mój syn. Tyle, że wiem, że to jest coś, czego nie da się opisać słowami osobie bezdzietnej tak samo jak ja kiedyś nie umiałabym tego zrozumieć. Jeżeli lubisz eksperymenty, to z dzieckiem przeżyjesz najlepszą przygodę życia :-) Jeśli o nie zadbasz i dasz miłość to nie ma znaczenia gdzie będziecie podróżować i jak często. Co do zmęczenia, to na pewno zajęć mam więcej niż kiedyś, ale w zamian mam więcej miłość niż kiedykolwiek. Jako naczelna sceptyczka związkowa, w tej jednej relacji widzę 100% piękna.

  • Kinga Zwolińska

    Cześć Toboczka! Myślałam sobie o tym nie raz – co bym zrobiła inaczej 10 lat temu gdybym wiedziała to, co wiem dzisiaj. I zawsze dochodzę do tego samego wniosku, po analizie kolejnego zestawu fakapów, dramatów, histerii i siar z tamtego okresu – a jest z czego zestawiać. To mnie jakoś tam ukształtowało i gdyby wtedy sprawy potoczyły się inaczej, teraz nie byłabym tu, gdzie jestem. A że mam poczucie, że jestem w dobrym miejscu i czasie, to pozwalam sobie przyjąć, że tamto też było okej ; )

    • Ostatecznie i ja tak uważam. Każdy w danym czasie i okolicznościach podejmuje decyzje, które na dane warunki są najbardziej optymalne (chociaż nie zawsze dobre ;))